Obcym wstęp wzbroniony

Najpierw pomyślał, że będą kłopoty. Duże kłopoty. Głos młodego policjanta, który wzywał go na miejsce zabójstwa nie wróżył nic dobrego. Potem, już w Parku Skaryszewskim, poczuł krople potu na plecach, chociaż o piątej rano było jeszcze zimno. Nawet po dziesięciu latach pracy w wydziale zabójstw nadinspektor Szulc reagował na widok ofiary tak samo jak w pierwszym dniu pracy.
Po godzinie wiedział już, że się pomylił. Kłopoty będą o wiele większe niż przypuszczał. Ekipa śledcza pracowała w skupieniu, ale Szulc wiedział, że nic tu nie znajdą. Tak jak nie znaleźli dwa tygodnie temu, gdy w innym parku odcinano z drzewa powieszonego mężczyznę. I tak jak tu jedynym śladem pozostawionym przez mordercę była kartka przyczepiona do zwłok. „Obcym wstęp wzbroniony”. Napisana standardową komputerową czcionką.
Szulc miał więc dwa trupy w ciągu dwóch tygodni.
Był czwartek 15 czerwca 2006 roku. Boże Ciało. Cała Polska uciekała na kolejny w tym sezonie wydłużony weekend. 

c.d.n.

Wpis “Obcym wstęp wzbroniony” skomentowano 19 razy

  1. margot pisze:

    A nadispektor nie miał żadnego tropu i nie miał pojęcia od czego zacznie. Zaczęły się upały. Błyskotliwy zwykle Szulc czuł się bezradny. Mógł liczyć tylko na siebie. Był zmęczony pogodą i ciągłymi poszukiwaniami morderców. Kto by pomyślał, że w naszym kraju mogą mieć miejsce takie zbrodnie? A jednak…

  2. arthurr pisze:

    Wyspa Brać, Adriatyk. Czwartek godz. 9.00. Pod wyblakłymi od słońca parasolami kawiarni starej Jovianki szwedzcy i niemieccy turyści jak zwykle mogli zobaczyć starszego eleganckiego pana popijającego aromatyczne espresso. Mężczyzna miał w sobie coś ze stylu włoskich amantów na emeryturze. Jasne włosy i słowiańska twarzy przeczyły jednak włoskiemu pochodzeniu. Jakby nieobecny obserowował spokojnie budzący się ruch w zatoce portu. Niespodziewanie z kieszeni jego marynarki rozległ się dyskretny dźwięk telefonu. Mężczyzna skrzywił się, sięgnął do telefonu i powiedział po polsku: co się stało?

  3. Milczek 48 pisze:

    Nadinspektor wrócił do ?firmy? i zaczął szperać w zasobach komputerowych. Coś mu wewnątrz mówiło że kiedyś już zetknął się z podobnym przypadkiem. Ta myśl nie dawała mu spokoju kiedy wertował akta nierozwiązanych spraw. Analizował kryptonimy spraw pod kątem dzisiejszego zdarzenia. Mijał czas a on nie posunął się ani o krok, czy nawet kroczek do przodu.

  4. Rafał pisze:

    Po wielu godzinach poszukiwań, w pokoju archiwum wypełnionym smrodem dymu papierosowego wymieszanym z zatęchłym papierem, znalazł szarą teczkę na której widniał napis „Karteczkowy Potwór”
    Nadinspektor pomyślał – „o żesz, nie wierzyłem ze to się powtórzy”. Wybiegając z archiuwm zdążył wyciągnąć komórkę i zadzwonił pod numer, zapisany w telefonie jako „On”. Po drugiej stronie zgłosila się automatyczna sekretarka, miłym głosem komunikując „Abonent w chwili obecnej jest poza zasięgiem sieci lub ma wyłączony telefon. Pozostaw wiadomość po sygnale lub zadzwon później”. Szulc po sygnale krzyknął do słuchawki – „Wrócił!”, po czym wybiegł zdyszany na ulicę, kierując się w kierunku Nowego Świata. Był juz wieczór …

  5. Be pisze:

    Zaczynało robić się gorąco. Kilku zaciekawionych gapiów ( dwie młode dziewczyny w przykrótkich sukienkach, śmierdzący bezdomny alkoholik i emerytowany policjant, od którego nie można było się opędzić) krążyło w poszukiwaniu sensacji. Chłopak w nisko spuszczonych spodniach stał opodal w budce telefonicznej i zapewne dzwonił do lokalnej gazety. Szulc usiłował się skupić, ale wczesna pora utrudniała zebranie myśli. Zdawało się, że powinien być już do tego przyzwyczajony po tylu latach całodobowych dyżurów, jednak ciążąca perspektywa rychłego końca kariery robiła swoje. Oddalił się w ustronne miejsce aby zapalić fajkę. Kłębiące się nad jego głową tumany dymu paradoksalnie rozjaśniały myśli. I wtedy właśnie zauważył w trawie coś migocącego.

  6. Detektyw pisze:

    Szulc pomasował skronie. Bolała go głowa. Nie wytrzeźwiał jeszcze po znalezieniu pierwszego, zmasakrowanego ciała, które morderca przywiązał za nogi do drzewa w parku Szczęśliwickim.
    Głowa zostawił na ławce, 100 metrów dalej. Była tak ustawiona, że w roztwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczami wpatrywała się w wiszące ciało. Wtedy na kartce było napisane: „Patrzenie zabronione”.
    Czyżbym pierwszy raz w swojej karierze miał dotyczenia z seryjnym mordercą – myślał Szulc masując skronie – z jakimś maniakiem, który naoglądał się za dużo filmów, a w szczególności „Siedem”?
    Ciężkim krokiem ruszył do samochodu. Teraz czekała go rozmowa z szefem…

  7. EDD pisze:

    Dla Szulca nie miało to żadnego znaczenia. Ciało znalezione w Boże Ciało było dla niego ciałem jak każde inne ? równie ważnym, równie zagadkowym, z równą intensywnością domagającym się znalezienia swojego oprawcy. Metafizyczne lęki, wynikające zwykle z karygodnego braku intelektualnej dyscypliny, były mu całkowicie obce. Żywioł Szulca od zawsze stanowiła dedukcja (niepopularna zresztą w kręgach, w których się obracał).
    Od paru minut wiedział jedno – niniejszym zetknął się namacalnie z prawem serii, a to oznacza zwielokrotnienie totalne, radykalnie zmienia postać rzeczy, rewiduje jakość problemu.
    – Spociłem się jak zawsze, ale jak zawsze to tu nie będzie na pewno ? pomyślał ponuro.
    Jeszcze raz omiótł wzrokiem najbliższe otoczenie. Nie łudził się jednak, że coś umknęło jego uwadze. Była to z jego strony czysta prowokacja, ponieważ chwilę wcześniej poczuł na sobie czyjś wzrok, a w tym momencie już wiedział, ze u wylotu alejki stoi ktoś, kto koniecznie chce zostać zauważony. Zamierzał udać, że niczego ciekawego nie dostrzegł.

  8. jej_torebka pisze:

    – Szulc, ‚skarbie’… myślisz pewnie, że dam ci spokój?- lodowaty, męski głos skutecznie wyrwał nadinspektora z rozważań na temat ewentualnego zawieszenia sprawy w celu wypełnienia świątecznych i rodzinnych obowiązków. W jednej chwili, jakby rażony prądem, Szulc, gwałtownie obejrzał się za siebie. Nikogo nie zauważył, a stojącej opodal ławki nie podejrzewał o próbę nawiązania kontaktu, doszedł wiec do wniosku, że to kolejny wytwór jego zmęczonego umysłu. Swoją nerwowościa zwrócił jednak uwagę kilku młodych policjantów, którzy raz po raz, z niepokojem spoglądali na niego. Dostrzegłszy to uprzejmym skinieniem głowy próbował ukryć zmieszanie. Nie pierwszy raz dzisiaj, bowiem nie po raz pierwszy usłyszał ów tajemniczy głos.

  9. jej_torebka pisze:

    przecinek po „dostrzegłszy to” 🙂

  10. m pisze:

    A jego matka? Co z jego matką? To pytanie, na pierwszy rzut oka wydające się całkowicie absurdalne – w tym kontekście, w tym miejscu – drążyło jego głowę. Nie był w stanie zrozumieć o co chodzi, ale natręt wracał, jak uderzona od ściany piłka ping-pongowa.

    A jego matka? Co z jego matką? Ostatni raz widział tę kobietę, gdy wychodził cztery dni temu od niej. Zostawił jej, chyba tak – tak, jest tego pewien, kawałek ciasta oraz jej ulubiony napój truskawkowy.

    Z napojem tym wiąże się pewna anegdota. Otóż, gdy pewnego razu, gdy mały detektyw wraz ze swoją matką, młodą kobietą, choć już nie aż tak młodą, wydawałoby się poszli na zwyczajny, nazwyczajniejszy spacer, spotkało ich w trakcie coś niespodziewanego.

    Po rozłożeniu koca, po rozłożeniu wszystkich manatek i zajęcia czterech metrów kwadratowych zieleni na Polach Mokotowskich, okazało się, że zapomnieli owego soku. Nie byłoby w nic strasznego, bowiem mieszkali na Rakowieckiej. A jednak…

  11. m pisze:

    Było jeszcze parę pytań pobocznych. O co chodzi z tym ciałem znalezionych w Boże Ciało? Szulca nigdy nie obchodziła ta cała symbolika katolicka. Nie miał chrztu. W momencie, gdy nauczył się jaką liczbę miał przy nazwisku ostatni papież, znowu go zmienili. To było nad nerwy detektywa.

    Ta misteria kryjąca się za katolicyzmem z jednej strony była mu obojętna, ale czasem – w chwilach zwątpienia, w chwilach, gdy ocierał się o metafizyczny niepokój, o grozę skondensowaną w jabłkach, głosach, ręcznikach, ciałach znalezionych w Boże Ciało i innych tajemniczych znakach boskich, czuł, że nie wie.

    On, detektyw, przedstawiciel chłodnego Racjonalizmu nie mógł sobie oczywiście pozwolić na zwątpienie. Wszystkie węzły gordyjskie skombinowane milionem strachów i zwątpień, namiętności i podłości, musiał rozwiązywać krótko i szybko. Za to mu płacili.

    Ale znowu – tu tkwił pewna wyrwa. To było ciało. Wobec jednego ciała można przejść obojętnie. Ale wobec ciała zrobionego w Boże Ciało? Czy część boskosci przechodzi na to ciało? Czy to ciało w ciele, czy też ciało obok ciała? Dwa ciała? Ciało w ciele?

    Następnej nocy miał zresztą bardzo złowrogi sen. Śniło mu się ciało w ciele, ciało na kocu, ciało, z którego wyciekał sok truskawkowy, całe ciało się w nim topiło, a inni nadziewali to ciało na palmę.

    Tego było już za dużo.

  12. margot pisze:

    Późnym wieczorem na Nowym Świecie miał nadzieję spotkać się z tym , do którego dzwonił . Był przekonany, że on mu pomoże. Rozwiązali przecież tak wiele trudnych spraw. Szedł szybko- mimo zmęczenia- w stronę kawiarni, gdzie zwykle się spotykali. To był ich ulubiony lokal, dyskretny, cichy i najważniejsze , że podawali tam najlepszą na świecie kawę. Taką pił tylko podczas swego pamiętnego pobytu w Toskanii. Ale to było tak dawno… i ona była z nim. A teraz? Jest sam i podąża śladem – a raczej jego wytworem – mordercy. Czy aby na pewno? Może to morderca podąża za nim?Szulc pomyślał, że musi szybko porozmawiać ze swoim – no właśnie – kim?

  13. gwilczynski pisze:

    Rodziny pakujące walizki do aut typu kombi, robiły to tak pośpiesznie jakby uciekały przed zbliżająca się procesją. Szulc nigdy nie lubił procesji, wzbudzały w nim agresje. Zawsze gdy oglądał grupę ludzi idących w jednym kierunku, szukał drugiej idącej w przeciwnym, z jajkami, kamieniami lub policyjnymi
    pałkami. Manifestacja, demenstracja, procesja, wszysto jedno.

    – No to co? Kawka? Pierwsza? Poranna? – aspirant chyba nie potrafił inaczej mówić. Znał tylko zdania pytające. Nawet jak wypisywał mandat to zadawał pytania w stylu: – Nie będziemy więcej pić w parku? To co? Wyrzucimy tą puszeczkę? – i tak bez przerwy.

    – Chętnie. – odparł Szulc, myśląc również o pączku, który z kawą o tej porze smakuje wyśmienicie.- Słuchajcie Hal, czy przypadkiem nie mielibyście ochoty trochę tu poźniej powęszyć, popytać. Może ktoś cos widział.

    – A nie może tego zrobić dzielnicowy?

    – A gdzie on…. ? – niedokonczył, bo nagle zdał sobie sprawę, że dzielincowy jest zajęty czymś zupałenie innym.

    CDN.

  14. Marco Polo pisze:

    Sarmont w Toskanii ,i ten wiatr delikatnie unoszący jesieni zapach!.Ona kuszaco piekna,niczym anioł stojacy na straży cudownych chwil. Ciepły dotyk jedwabistych dłoni ,głos który jak Ikar wzbijał się ku słońcu.
    Szulc !- o czym ty znów myślisz nerwowo zareagował aspirant, stanowczym głosem -nagle przerwając ciszę. Przypominam sobie-cichym głosem ciągnął aspirant .Zmasakrowane ciało tej „lalki”, tylko kto ją wtedy widział ostatni ? Szulc ! załatw kasę………dodał poklepując podinspektora.

  15. margot pisze:

    Zjawił się jego tajemniczy nieznajomy. Przywitali się tak jak gdyby widzieli się wczoraj. Szulc nigdy nie był wylewny. Jego piękna , kuszaco piekna kobieta zawsze mu to wypominała. I odeszła… pozostały mu piękne wspomnienia , nie tylko Toskanii . – Pamiętasz tę sprawę sprzed trzech lat?Nierozwiązane zabójstwo?Kartka przy ciele z komentarzem ” patrz i pamiętaj!”. Rozmówca nadispektora pokiwał głową . – Więc to jest ten sam morderca. Wrócił.Tak zwyczajnie i po prostu. I znów przekazuje mi pewną informację. Jak gdyby wiedział na pewno,że to ja bedę prowadził sprawę. Musisz mi pomóc. Masz kontakty te sprzed kilku lat i te nowe. Jesteś najlepszy , a ja bez Ciebie nie ruszę z miejsca. Dostarczę Ci materiały. Jutro o tej samej porze,tutaj oczywiście.

  16. jesień pisze:

    Koncepcja, że sprawa Karteczkowego Potwora może powrócić, była przytłaczająca. Koniecznie musiał skontaktować się z Dynarem, on sprawę Potwora sprzed lat znał najlepiej. Ale w telefonie ciągle odzywała się automatyczna sekretarka. Widok zwłok w przedświątecznej atmosferze, trochę go rozstroił powodując rozbieganie myśli. Jednak porcja kawy jak zawsze sprowadzała Szulca na ziemię. ? Myśl ? upomniał się. Szukaj wspólnego mianownika ? obcym wstęp wzbroniony i patrzenie zabronione. Jaka chora myśl może wyrażać się w tak pozornie neutralnych zdaniach, dlaczego właśnie takie napisy morderca zostawia na miejscu zbrodni ? Czy ofiary są przypadkowe ? Co je może łączyć ? Sięgnął do kieszeni. Wsunął tam przedmiot, który zauważył w trawie. Był to pokryty złotem medalion, czy może raczej jakiś astrologiczny znak, zabezpieczony torebką na dowody, bo Szulc był pewien, że zgubił go przestępca.

  17. kostka_Maggi pisze:

    Czcionka, rzeczywiście, była standardowa, natomiast kartka już nie. A nawet, rzec by można, zdecydowanie nie. Szulc przyglądał jej się uważnie poprzez przezroczystą folię koszulki, w którą została pieczołowicie zapakowana przez członków ekipy śledczej. Szary, ekologiczny papier listowy. Napis doskonale wyśrodkowany. Ale…
    Nadinspektor drgnął. Spojrzał uważniej na środkowy wyraz. Wstep. To co widział wcześniej, to, co widzieli wszyscy inni, najwyraźniej było złudzeniem optycznym. Na kartce stało jak byk: „Obcym wstep wzbroniony”.
    I przypomniał sobie treść kartki, którą znaleziono przy pierwszych zwłokach: „Szanuj zielen”.
    Czyżby morderca nie używał altu?
    Wiedząc, że postępuje niezgodnie z procedurą, dwoma palcami wyjął kartkę z zabezpieczającej folii. Zapachniało lawendą.

  18. Marcel Dupcham pisze:

    Myśli Szulca poszybowały wysoko ponad budzące sie do życia miasto.
    Do ciasnego, pulsujacego stęchłą ciemnością, pokoju. Dusznego, śmierdzącego uryną i rzygowinami. I do ciężkiego dymu palonego craku.
    Jeszcze chwila i zapomni o tym gnoju. Jeszcze buh i znikną te wszystkie trupy, śledztwa, cały ten syf.
    Głośny dzwięk zasuwanego zamka, wyrwał go z odrętwienia. Koroner wraz z ekipą właśnie uporał się z upchnięciem nieboszczyka do czarnego worka.
    Boże jaki on gruby. – myślał Szulc patrząc na ciało – Monstrualnie gruby. Pieprzony wieloryb wyrzucony z morza do parku – ta myśl rozbawiła Szulca. Rozbawiła mocno. Zaśmiał się.
    Policjanci i technicy popatrzyli na niego ze zdziwieniem. A on nie mógł się już opanować. Jego głośny, histeryczny śmiech roznosił się po całym parku.
    Opamiętanie przyszło wraz z mocnym szarpnięciem. Drobna kobieca postać zmierzyła go piorunującym wzrokiem.
    – Szulc, co ty do cholery wyprawiasz? – żarty sie skończyły. Przybyła nadinspektor Biegalska, jego partner.

  19. MagS pisze:

    – Dostaniemy dzisiaj wyniki sekcji? – zapytał Szulc już w samochodzie.
    – Dzisiaj? – Hal skrzywił się z nieskamiem – Chyba żartujesz. Patologiczni będą na procesji. Albo w jakiejś knajpie. Albo nad Zalewem Zegrzyńskim. Będziemy mieli szczęście, jeśli jutro będą w ogóle w stanie wziąć się do roboty.
    – Zadzwoń do nich. Dzisiaj nie ma czasu, by troszczyli się o zbawienie swojej duszy. Najpóźniej o dziewiątej mają zacząć kroić.
    Hal wzruszył ramionami.
    – Ale co to da? Będzie jak ostatnio, śmierć denata nastąpiła na skutek skręcenia karku.
    – Możliwe. Ale interesuje mnie, czy tak jak poprzednio nieboszczyk będzie miał w żołądku złotą obrączkę?

Dodaj komentarz