Paragraf 1

Rodziny pakujące walizki do aut typu kombi, robiły to tak pośpiesznie jakby uciekały przed zbliżającą się procesją. Szulc nigdy nie lubił procesji, wzbudzały w nim agresje. Zawsze gdy oglądał grupę ludzi idących w jednym kierunku, szukał drugiej idącej w przeciwnym, z jajkami, kamieniami lub policyjnymi pałkami. Manifestacja, demonstracja, procesja, wszystko jedno.

– No to co? Kawka? Pierwsza? Poranna? – aspirant chyba nie potrafił inaczej mówić. Znał tylko zdania pytające. Nawet jak wypisywał mandat to zadawał pytania w stylu: – Nie będziemy więcej pić w parku? To co? Wyrzucimy tę puszeczkę? – i tak bez przerwy.

– Chętnie – odparł Szulc, myśląc również o pączku, który z kawą o tej porze smakuje wyśmienicie.- Słuchajcie Hal, czy przypadkiem nie mielibyście ochoty trochę tu później powęszyć, popytać. Może ktoś coś widział.

– A nie może tego zrobić dzielnicowy?

– A gdzie on? – niedokończył, bo nagle zdał sobie sprawę, że dzielnicowy jest zajęty czymś zupełnie innym.

Od redaktora: Autorem wybranego przez nas fragmentu jest Czytelnik o nicku gwilczynski.

Serdecznie dziękujemy wszystkim autorom wpisów. Na razie jak widzicie zdecydowaliśmy się by akcja toczyła się letnio, leniwie i powoli. Pozdrowienia dla Karteczkowego Potwora 😉
Przez weekend czekamy na ciąg dalszy. Nawiążemy łączność w poniedziałek.

A czytelników uzdolnionych plastycznie zachęcamy do nadsyłania ilustracji do naszego bloga na adres internet[at]polityka.com.pl

Wpis “Paragraf 1” skomentowano 14 razy

  1. jesień pisze:

    Nie ? dzielnicowemu, kazałem spisać numery samochodów zaparkowanych w pobliżu, może ktoś nad ranem wracał do domu i coś zauważył.
    Weszli do pierwszej otwartej kawiarni, pustej jeszcze o tej porze. Ciężkie drzwi z cichym plaśnięciem odgrodziły ich od narastającego ulicznego szumu.
    Dwie kawy proszę ? rzucił aspirant.
    I pączka – Szulc nie zdołał poskromić swojego łakomstwa.
    Kolejny łyk całkiem dobrej kawy, zaczął rozjaśniać jego myśli.
    Hal – będziecie musieli przejść się po okolicy, może dozorca któregoś z pobliskich budynków, albo pracownik parku coś widzieli, przecież on jakoś musiał to ciało przenieść, nie wjechał do parku samochodem. Kiepska sprawa, ludziska z powodu długiego weekendu, porozjeżdżają się, więc nawet jeżeli ktoś coś zaobserwował, to do poniedziałku wywietrzeje mu to z głowy.
    Nadinspektor z żalem przełknął ostatni kęs smakowitego pączka. Z westchnieniem pomyślał, że na razie nie ma żadnej wskazówki, która chociaż sugerowałby w jakim kierunku ma podążyć. Jednego był pewien ? to nie koniec, będą następne morderstwa.

  2. Iwona pisze:

    Policjant stał nieopodal lekko przygarbiony i widocznie bardzo czymś zaabsorbowany.
    – Przepraszam, czy mógłby pan… – zaczął Szulc, ale nie dokończył, gdyż jego wzrok zatrzymał się na kartce, którą dzielnicowy trzymał w ręce. Widniał na niej ledwo dostrzegalny czerwony napis: „Vulnerant omnes, ultima necat”.
    – Skąd pan to ma? – zapytał Szulc.
    – Denat miał to w kieszeni – odpowiedział krótko Pons, nie odrywając wzroku od papierka.
    Nadinspektor zmarszczył brwi. Kolejna kartka. Czyżby jakaś wskazówka, znak? Zabójca lubi zagadki… lubi się droczyć, a może chodzi o zapędzenie śledczych w kozi róg? Podczas, gdy ekipa będzie szukać kartek, morderca dostarczy kolejnego trupa? O co tu chodzi? Tysiące pytań i żadnej odpowiedzi.
    – Co to znaczy? – zapytał cicho Szulc wątpiąc, że uzyska jakaś odpowiedź gdyż, jak przypuszczał nikt z zebranych nie znał łaciny.
    – Wszystkie ranią, ostatnia zabija – szepnął mu ktoś do ucha.

  3. karolinka pisze:

    – No dobra, to ja sie troche pokręce po okolicy i popytam. – powiedział Szulc z pośpiechem wypił swoją kawę i wyszedł z budynku.
    Był słoneczny dzień. Ulice były prawie puste, Szulc szedł pośpiesznie w stronę parku. Na jego twarzy pojawiły się kropelki potu, oczy miał podpuchnięte po nieprzespanej nocy. W głowie policjanta kłębiło się tysiące myśli. Było tyle pytań, na które musiał zmaleźć odpowiedź. Zastanawiało go jaki związek mają obydwa morderstwa. Dwa trupy mężczyzn w podeszłym wieku, dwie karteczki i jak przypuszczał jeden morderca.
    Gdy doszedł do parku postanowił jeszcze raz dokładnie przeszukać miejsce morderstwa a potem popytać ludzi.

  4. króliczek pisze:

    Stał nieopodal nich z głupim uśmiechem na twarzy i oczami wlepionymi w biust jakiejś nieletniej panienki. Dziewczyna mówiła coś do niego szybko, ale on miał wyraźne problemy z koncentracją.
    -Taaak, przyda się łyk mocnej kawy…- zniesmaczony Szulc starał się nie zwracać uwagi na dzielnicowego, ale poczuł, że coś tu nie pasuje. -Hal, dlaczego ta dziewczyna tu jest? Mamy wczesny ranek, wątpie, że wyszła na spacer. Dlaczego rozmawia z nią ten głąb?-
    -Coś tu śmierdzi, prawda?- aspirant podrapał się po głowie, przymuszając mózg do myślenia.
    -Śmierdzi, w dodatku na całą okolicę. Przywołaj naszego baranka do porządku, a później pogadaj z dziewczyną, ona musi coś wiedzieć.-
    W tym momencie oczy Szulca i owej panienki spotkały się. Nie wiedział, dlaczego tak działa na ludzi, ale zaczęła uciekać.
    -Hal! Szybko! Masz ją złapać, albo nie pokazuj mi się na oczy!-
    Policjant myślał gorączkowo. Dlaczego nie wzięto jej wcześniej na przesłuchanie? Musiała dopiero co się pojawić i trafiła akurat na dzielnicowego, króla barów z tańcem egzotycznym.
    Czyżbyśmy mieli świadka?

  5. kostka_Maggi pisze:

    – Jesteśmy niedoinformowani, Szulc? ? powiedział aspirant Hal Wolski ? no gdzież, ach gdzież może być dzielnicowy? Czyżby czuwał nad bezpieczeństwem procesji?

    Procesja jednak już przeszła. Miasto rozprażone upałem wyglądało na wymarłe. Szulc też miał ochotę gdzieś czmychnąć. Bermudy odpadały, ale może chociaż Zalew Zegrzyński?

    A właściwie dlaczego wszyscy do niego mówią Hal, skoro ma na imię Helmut? ? pomyślał Szulc z irytacją strząsając z mokasyna kawałek zwiędłego goździka, który przykleił mu się do obcasa.

    – Nad czym, ach, nad czym, tak się usilnie zastanawiamy? ? zapytał aspirant szczerząc w uśmiechu nierówne, żółte zęby.

  6. jej_torebka pisze:

    W granatowym, zbyt ciasnym uniformie z idiotyczną czapeczką przykrywającą przetłuszczone włosy pani Jadwiga pełniła służbę przy kasie supermarketu ‚Proton’.15 minut przed zamknięciem, opierając swe wylewne ciało o taśmę czekała na garstkę ostatnich klientów miotających się między regałami.
    -Dzień dobry, karta czy gotówka?-zapytała pani Jadwiga mierząc wzrokiem przystojnego, wysokiego mężczyznę, który wyrósł przed nią niepostrzeżenie.
    -Karta- odpowiedział mężczyzna i pospiesznie wyciagnął ją z kieszeni marynarki
    Pani Jadwiga, spoglądając z uznaniem na połyskującą złoto plastikową płytkę, dokonała wszelkich odpowiednich, magicznych czynności, oddała paragon, kartę i życzyła udanego weekendu, po czym westchnęła:”Kartą, za jeden, mały notesik..?”

  7. Rafał pisze:

    – Sierżancie, przecież dzielnicowy cały dzień walczy z młokosami, którzy z procesji robią sobie kolejną „kolorową manifę” – powiedział Hal, ze zdumieniem w głosie.

    – No to ty się tym zajmij – odburknął Szulc i skierował się w miejsce gdzie wcześniej wisiał denat.

    Na miejscu zbrodni tępym wzrokiem Szulc przyglądał się drzewu, na którym wcześniej wisiał trup i zastanawiał się, dlaczego policjanci tak bardzo lubią kawę i pączki. Przysiadł na pobliskiej ławce i jego oczom ukazało się drzewo, którego widok od razu postawił go na nogi. To było drzewo, na którym wisiał trup. Nie było to zwykłe drzewo, a jedyna w okolicy płacząca wierzba. Konar, na którym wisiał trup miał kształt położonej litery S.

    Szulc nie wiedział dlaczego, ale zapisał to w swoim kajecie i ruszył w stronę parkingu, gdyż uznał, że nic więcej tutaj nie znajdzie. Nie mógł jednak zapomnieć o literze S, gdyż ciągle odwarcał się w stronę drzewa.

  8. EDD pisze:

    – No co? Drapowanie ołtarzy? Wtykanie gałązek? – Hal wprawdzie nie podskakiwał, mówiąc, ale takie się miało wrażenie z powodu jego komicznej intonacji. – To też należy do zabezpieczającego manify? Przecież ten chłop od świtu goni po trasie procesji i wtyka kwiatki gdzie popadnie, tak?

    Szulc wprawdzie słuchał aspiranta, ale myślami był już gdzie indziej. Machnął przyzwalająco – niech Hal ściąga dzielnicowego.

    – Czyli co, inspektorze? Damy mu szansę? Zrobimy z niego twardziela? ? Hal już chwycił za nadajnik. – Czy dzielnicowy jest od łażenia i wgapiania się w ludzkie tyłki…?

    Tymczasem Szulc popadł w zupełny błogostan, w pełni oddał się bowiem wizji, w której śliczne rudowłose dziewczę z namaszczeniem celebrowało proces jego obsługi, wdzięcznie podając mu aromatyczną kawę wraz z bosko nadzianym pączkiem.
    Z marzeń wyrwał nagły łomot. Wszystko rozegrało się błyskawicznie ? już po chwili u jego stóp leżał konar drzewa, który niedawno obciążał denat, a ze splątanych gałęzi wyłaniał się…

    – Jasny gwint! Co ty tu do cholery robisz? – wrzasnął Szulc, czując, że z kawy nici. I to na dłużej.

  9. colombo pisze:

    Podczas gdy Szulc zmagal sie z sennoscia i natlokiem mysli klebiacych sie w jego glowie, dzielnicowy byl juz przy Stadionie X-lecia, ktory znajduje sie przed parkiem, tuz nad Wisla.
    Dzielnicowy Kreft, 50 letni policjant, ktory na Pradze sie urodzil i w komisaracie na Grenadierow spedzil cale swoje zawodowe zycie, wiedzial kto moze mu w jak zwykle pomoc. Nie pytajac o nic Szulca, postanwoil najpierw sam zasiegnac jezyka u swoich informatorow -praskich meneli – jak mowili o nich ci, ktorzy Prage znali tylko zza szyby samochodu lub byli mieszkancami pobliskiej Saskiej Kepy, dzielnicy inteligentow, dyplomatow i biznesu, snobnistcyznej warszawki. Dla nKrefta byli to jednak kumple z podworka, ze szkoly, niektorzy to przyjaciele z ktorymi los obszedl sie brutalniej niz z Kreftem.
    Przeczucia go nie mylily i teraz z powrotem wracal do parku, zeby szybko podzielic sie informacjami z Szulcem, gdy zadzwonil telefon. To Szulc nie wiedzac gdzie dzielnicwoy sie podziewa dzwonil do niego….

  10. Be pisze:

    Kilka przecznic dalej, w komisariacie, dzielnicowy Gruszka przesłuchiwał Lecha K. podejrzanego o korupcję.
    – Co ty sobie myślisz, gnoju? Że mi tak w żywe oczy będziesz kłamał? Myślisz, że ja nie kumam, co wy wszyscy w tym cyrku wyrabiacie? Przestań wreszcie pieprzyć, przejdź do rzeczy!- wykrzyczał mu prosto w nos nie oszczędzając odoru przetrawionego schabowego i tytoniu.
    Gdy wypowiadał ostatnią sylabę do sali przesłuchań wpadł zdyszany Malecki- chłopiec na posyłki- nielubiany laluś, który nie potrafił w zasadzie nic oprócz parzenia kawy i zaklejania kopert.
    -W Parku…tym niedaleko…Szulca spotkałem…Jezus, ale się spieszyłem!…muszę usiąść.
    Gruszka zmierzył go srogim spojrzeniem.
    – O co ci chodzi, Malecki?- spytał łagodnie- Czy nie wyjaśniłem, że nikt nie ma mi przeszkadzać? Jesteś głuchy, czy taki tępy?
    – Ale…
    – Ale, ale. Wynocha!- ryknął.
    – Psze Pana…tam trup…

  11. Szkarłatne_Bibu pisze:

    Cień, który przemknął przez twarz Szulca, zdawał się ujść uwadze aspiranta, jednak spłoszony nadinspektor na dłuższą chwilę zawiesił głos, nim, chrząknąwszy niezręcznie, powtórzył z udawaną swobodą:
    -No, gdzie jest dzielnicowy?
    Cielęce spojrzenie aspiranta Hala pozostało niezmienione. Beztroska bezmyślność, spoczywająca pod cienką tylko fasadą skupienia i zaangażowania pogodnie wyzierała z jego oblicza.
    -Nie wiem, panie nadinspektorze. – odpowiedział uczciwie.
    Szulc pokiwał głową. Znajomość lokalizacji dzielnicowego była dla niego wiedzą bardzo niepożądaną. Podobnie jak niepożądane było, by ktokolwiek z jego kolegów z komendy dowiedział się, gdzie dzielnicowy chwilowo przebywa i co robi. I pod wpływem czyich nacisków.
    – Cóż, Hal, byłbym wobec tego wdzięczny, gdybyście wy sami trochę tu pomyszkowali. Ja zajmę się dzielnicowym.
    – Tak jest, panie nadinspektorze. – Hal potaknął posłusznie, po czym uśmiechnął się przymilnie – To co, może najpierw ta kawka?

  12. Mitril pisze:

    – Jak zwykle gdzieś się szwenda-dokończył Hal-To co robimy?
    – To co powiedziałem! Przejdziesz się po okolicy, chcę mieć raport najpóźniej do obiadu i przynieś mi tą kawę. Teraz!
    – Tak jest szefie
    -Hal!…Tylko nie zapomnij o jakimś pączku- Szulc usmiechnął się do odchodzącego Hala i ponownie zwrócił się w kirunku miejsca zbrodni. Niewiele różniło się od poprzedniego, podobne drzewo, wisielec i kartka…ale po co ta kartka? Z zamyślenia wyrwał go nadjeżdżający samochód.
    – Technicy…nareszcie – No chłopaki zróbcie porządek z tym bajzlem…panie doktorze prosze zdać mi wstępny raport za 15 minut, ja musze się napić kawy, zanim przyjedzie tu ta cała masa dziennikarzy…gdzie jest ten Hal!

  13. Mroczna_kapota7 pisze:

    Gzyms posłusznie umknął w tył, odegnany stanowczym pchnięciem obu stóp dzielnicowego i po chwili przestrzeń otworzyła się gościnnie, witając mężczyznę ożywczym, chłodnym powiewem. Patrząc na zbliżającą się w błyskawicznym tempie ulicę, dzielnicowy zdążył pomyśleć, że oto uwalnia się od strasznego ciężaru, który tak długo musiał dźwigać w tajemnicy przed wszystkimi, po czym, w ostatniej chwili tknięty fatalnym zawahaniem, roztrzaskał się z łoskotem o twardy asfalt, kilka metrów od oniemiałych Szulca i aspiranta Hala.

  14. Czterech_z_Arbuza pisze:

    Nagła świadomość pewnego istotnego faktu sprawiła, że twarz Szulca zastygła w nieprzyjemnym napięciu. Po chwili, z konsternacją spoglądając na zaciekawionego aspiranta Hala, nadinspektor wycedził:
    – Doroczny Bieg Dzielnicowych…
    Aspirant Hal momentalnie otworzył oczy na pełną szerokość.
    – O [no, wiadomo]! – wypalił, po czym oblał się po uszy purpurą, uświadamiając zarazem nadinspektorowi, że podziela jego sportową pasję. Nadinspektor spojrzał wymownie na zegarek, potem z niemym pytaniem na aspiranta, a znalazłszy w jego oczach oczekiwaną odpowiedź, rzucił się wraz z nim pędem wzdłuż ulicy.
    – Zaczęło się 20 minut temu, uch, całkiem zapomniałem, uch, trup może poczekać, uch, uch – wykrzykiwał Szulc, z determinacją wyciągając nogi.
    – O, rany! O, rany – odkrzykiwał zdyszany aspirant.
    Wtem kolejna myśl brutalnie wdarła się w umysł Szulca, osadzając go w miejscu jak strzał z dubeltówki. „Nie może być…” – mówił do siebie, w myślach rewidując prawdziwość nagłej refleksji – „Witold, Stachu, Tymon, Ęsisław… Dziwaczne imię… Paweł, Wacław…”
    – To prawda! – wykrzyknął zszokowany – imiona ostatnich czternastu zwycięzców Dorocznego Biegu Dzielnicowych układają się w WSTĘP WZBRONION!!!
    Ociekający potem aspirant Hal z miejsca pojął wagę tego faktu.
    – Kto jest tegorocznym faworytem? – spytał, z napięciem spoglądając na nadinspektora Szulca.
    – Niejaki Ygor Władzik. – wyszeptał przejęty Szulc.

Dodaj komentarz