Paragraf 20

Szul stał przed kamienicą w centrum Katowic. Bezmyślnie obracał w palcach wizytówkę wydawnictwa, którą dała mu Rozwadowska. Silent Kill Publishing. Z Warszawy. „Cholera, wszystko teraz z angielska nazywają, jakby to im podnosiło reputację.”

– Co o tym myślisz?

Broszek spojrzał na Szulca zaskoczony. Kucał, opierając się o ceglaną ścianę. Palił papierosa.

– Ja? A co mam myśleć? Sporo miałem takich spraw. Facet się psychicznie wykończył. Rozwód, kłopoty, a z pisania tanich kryminałów wyżyć się nie da, więc miał dość i…
Szulc machnął ręką.

– Nie znasz całej sprawy.
– Też prawda. Opowiedz, a może błysnę swoją przenikliwością i geniuszem. – Broszek uśmiechnął się krzywo. Wstał. – Jak za starych dobrych lat, co? Szulcu?

Nadinspektor kiwnął głową.

– Pierwsza ofiara. Pisarz, Maciej Rozwadowski. Powieszony z kartką „obcym wstęp wzbroniony”. Taki sam tytuł ma jego ostatnia książka. Przypadkiem?
– Możliwe…
– Możliwe – przytaknął Szulc. – Drugi wisielec. Bezimienny astmatyk, powieszony już po śmierci, z kartką tej samej treści.

Broszek kiwnął głową.

– Trzeci. Chory psychicznie przestępca, skazany przed 15 laty. I najlepsze: powieszeni to sprawa Grafomana. Ale do tego mamy jeszcze porwanie emerytowanej policyjnej psycholog, która trzeciego wisielca posłała za kratki. Kto ją ma? Powiedz, Broszek, gdzie to się wszystko łączy?

Tamten przydeptał butem niedopałek i rozłożył bezradnie ręce.

– Może się nie łączy? Nie mam pojęcia, Szulcu. Może ten wydawca próbuje szatańskiej promocji książki? Wyobraź sobie te reklamy: „Powieść pisana zza grobu – rękopis wisielca”. Wydanie rozejdzie się na pniu.
– To chore.
– A kto zdrowy na umyśle wiesza ludzi z okolicznościową karteczką?

Nadinspektor pokiwał głową. Ale nie był przekonany.

– Na twoim miejscu, Szulcu, zrobiłbym wszystko, żeby dowiedzieć się, co jest w tej tajemniczej książce.
– Masz dziwne pomysły, Broszek.

Tamten roześmiał się głośno.

– Póki co, nie dysponujesz nawet śladem innych.

Szulc schował wizytówkę i wbił ręce w kieszenie płaszcza. Nie miał już na to siły.

– Niestety, Broszek. Niestety. 
 
 
Od Redaktora:

Sam zamierzałem streścić – na potrzeby akcji promocyjnej i zachęcenia nowych Autorów:) – dotychczasowe odcinki. A tu taka niespodzianka z ręki Geralacika. 🙂 Tak poważnie: to bardzo cenna umiejętność, o której się często zapomina.

Następny kontakt w środę – bez względu na liczbę wpisów.

pozdrowienia-m.

Wpis “Paragraf 20” skomentowano 4 razy

  1. Lis pisze:

    Klepka wstał z krzesła, i usiłował wyjść za Szulcem, lecz kiedy wyjrzał za drzwi i zobaczył Szulca i tego drugiego człowieka w windzie stwierdził, że to bezcelowe. Wrócił do pustego gabinetu, i patrzał przez okno, jak ktoś wpycha Szulca do samochodu. ?Kolejny normalny dzień w pracy policjanta? ? pomyślał. Po chwili jego głowę przebiła inna myśl. ?Szulca nie ma. Sztyca nie ma. Śledztwo jest moje. Od czego tu zacząć. Może przesłucham jakichś informatorów?. Wyszedł z gabinetu, i ruszył w kierunku windy. Po naciśnięciu guzika przy windzie zaczął się zastanawiać, jakich informatorów ma na mieście. Po stwierdzeniu, że żadnych wrócił do drzwi gabinetu. Tu zatrzymała go myśl, że przecież ma Szczypiorka. Zawrócił do windy. Kiedy wszedł do kabiny pomyślał, że nie wie gdzie go szukać. Przypomniał sobie, że Szulc ma w biurku numer do redaktora. Biegiem wrócił do gabinetu, i zadzwonił do Szczypiorka.
    – Cześć Szczypiorek. Chciałbym z tobą porozmawiać.
    – Nie nauczył cię twój szef, że nazywam się MAUER?
    – Słuchaj, Szczypiorek ? Klepka starał się nadać swojemu głosowi stanowczy ton, ale nie wychodziło mu to dobrze ? mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia.
    – Tak? To ja ją odrzucam.
    – Spotkamy się dzisiaj, dzisiaj powiesz mi, co wiesz o sprawie Grafomana.
    – Słuchaj, nie mam czasu dla takich jak ty, więc się ode mnie odczep.
    – No to może zrobimy tak: informacja za informacje.
    W telefonie na moment zapadła cisza.
    – Dziś, 19:00, park Skaryszewski. ? Szczypiorek odłożył słuchawkę.
    Muł wstał zza biurka, i wyszedł na korytarz w kierunku windy. Kiedy do niej doszedł znowu zatrzymał się, i zawrócił do gabinetu. Otworzył drzwi najniższej szafki, i z zakamarka wyjął wielkie ciemne okulary, po czym wsadził je do kieszeni. ?Czas rozpocząć łowy? ? pomyślał.

  2. Cintryjka pisze:

    Właściwie to się poddała. Ech, starzeję się ? pomyślała ironicznie. Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia, jak rozmawiać z tym człowiekiem. Prawda była taka, że dziś wstydziła się spojrzeć mu w oczy dokładnie tak samo, jak tego dnia, kiedy w końcu znaleziono jego córkę. Zanim znowu mogła spojrzeć w oczy samej sobie, upłynęło sporo czasu. Nigdy też nie spojrzała już w lustro z satysfakcją. Początkową patetyczną i, jak sobie uświadomiła, śmieszną pogardę zastąpiło stopniowo prozaiczne politowanie. Łudziła się, że sprawa przyschła. Okazało się, że ani trochę. Bolało dokładnie tak samo, jak kiedyś. Nie mogła z nim walczyć, bo wiedziała, że racja jest po jego stronie. I jak tu stosować psychologiczne sztuczki? Głównie po prostu słuchała. Z jego gorączkowych, urywanych wypowiedzi wywnioskowała, że zabił mordercę córki, stylizując to na sprawkę jakiegoś innego zabójcy, którego aktywność teraz zaprzątała policję. Nie śledziła takich spraw. Już nie. Teraz czytała głównie stare książki, na które przez lata zabrakło jej czasu. Wciąż miała mnóstwo przed sobą. O ile kiedykolwiek wyjdzie z tej piwnicy ? zreflektowała się. Jak przyjdzie, spróbuje sprawdzić, czy jest na to jakaś szansa. Powinien już tu być. Nie przyszedł wczoraj, ale jednodniowe wahania w tę lub w tamtą stronę już kilka razy mu się przytrafiły. Starał się pojawiać regularnie ? w końcu musiał ją karmić. Mimo to podskórnie obawiała się, że może nagle o niej zapomnieć. Aż nadto wyraźnie dowodził każdym słowem, że jest co najmniej niezrównoważony psychicznie. Ale była daleka od osądzania go. Na jego miejscu zmieniłaby się z pewnością w coś dużo gorszego. A on ją tylko chronił ? tak uważał. Przed kim? Przed wyrzutami sumienia, które znów rozbudził, nikt nie mógł jej ochronić. Prywatne Erynie wnikliwie się nią zajmowały w tej ciemnicy. Gdzie on jest?
    ***
    Zdecydowanie za długo to trwało. Ale dobrze się ukrył. Właściwie, gdyby nie wrócił na most, mogłoby być bardzo ciężko. Ale wrócił. Warto było czekać. Pośpiech jest złym doradcą. Zawsze wracają ? prędzej czy później. Sam też tak robił. Tylko rozważniej. A tamten poprowadził go jak po sznurku do swojej kryjówki. Kompletnie przestał kryć tyły, stracił cały niechętny szacunek, jakim go obdarzono za poprzednią staranność. Jego ? podłego złodzieja, kalającego cudze Dzieło. Nie jest godny stać się jego elementem. Ale nie zasługuje też na dalsze istnienie. Kradnie uwagę, jaką wszyscy bez wyjątku powinni poświęcać Dziełu. Już niedługo.

  3. Iwona pisze:

    – Cześć – Szulc znużonym głosem przywitał Skalską.
    – Słucham cię. – Była w wyraźnie dobrym nastroju.
    – Wiemy kim była pierwsza ofiara. Pisarz, Maciej Rozwadowski. Mieszkał w Katowicach.
    – To widzę, że śledztwo idzie w dobrym kierunku.
    – A wiesz, jaka była jego ostatnia książka, tzn. jaki miała tytuł?
    – „Obcym wstęp wzbroniony ‚?
    – Skąd wiedziałaś? – zdziwił się.
    Skalska nie odpowiadała.
    – Jesteś tam?
    – Tak… – powiedziała w końcu. – Nie wiedziałam, zgadywałam. To ciekawe.
    – Potrzebuje nakazu przeszukania.
    – Jasne, zadzwonię do prokuratury w Katowicach, żeby ktoś to za mnie zrobił. Podaj mi adres.
    – Gliwicka 15/3.
    – Dobra.
    – Aha, jeszcze jedno – zawahał się.
    – Tak?
    – Szczypiorek…
    – A… pan Mauer?
    – Tak – popatrzył na zegarek, który wskazywał już czwartą po południu. – Wiec, czy mogłabyś się nim zająć, może nam narobić problemów.
    – Zobaczę co da się zrobić. Nie martw się.
    Odłożyła słuchawkę. Szulc odwróciła się w stronę Broszka.
    – Dziękuje za pomoc, możesz już zając się swoimi sprawami.
    – Wolałbym jeszcze ci trochę pozawracać głowę, ale nie chcę utrudniać śledztwa. – Uśmiechnął się blado. – Jeźdźcie, tylko nie zapomnij zadzwonić do mnie jak dorwiecie drania.
    – Na pewno o tym usłyszysz. – Uścisnął dłoń kolegi i klepnął go w ramię.
    Broszek ze spuszczoną głowa wsiadł do samochodu i odjechał. Szulc tymczasem chciał rozejrzeć się po mieście, zanim pojadą do mieszkania.
    Minęły 3 lata od śmierci Sylwii, jego żony. W okolicy te same budynki, te same ulice, ten sam beznadziejny klimat. „Może już najwyższy czas się spotkać, może teraz będzie mógł wybaczyć?”, zadawał sobie pytania, a w radiu grali właśnie utwór Depeche Mode:
    „Oh the tears that you weep
    For the poor tortured souls
    Who fall at your feet
    With all their love begging bowls…”

  4. Geralcik pisze:

    Przez chwilę, między snem a jawą, wydawało jej się, że leży we własnym łóżku. Twardym, ale własnym. Dopiero po chwili dotarł do niej chłód otaczających kamieni i mdły blask żarówki.
    Musiał wejść kiedy spała, bo teraz stał przed nią, swoim zwyczajem opierając się o futrynę. Czekał.
    – Nie potrafię – wyszeptała z trudem. – Nie oczekuj ode mnie niemożliwego.
    Milczał.
    – Nie potrafię… – Tym razem to było już łkanie.
    W końcu się odezwał.
    – Nie powinnaś była zasnąć. Nie. – Nigdy nie podnosił głosu, zawsze szeptał. I to było jeszcze bardziej przerażające, niż gdyby krzyczał. Ale głos drżał nieznacznie. – Nie powinnaś była…
    – Nie mam siły! – Załamała ręce, łzy strumieniem pociekły po policzkach. – Nie rozumiesz?? NIE MAM SIŁY! Czego chcesz ode mnie?! Nie mam żadnych śladów, ani akt. Jak mam ci pomóc?!
    Wyciągnął w jej stronę drżącą rękę. Cały już drżał.
    – Wtedy miałaś wszelkie ślady. Mnóstwo dokumentów. I nic. I nic. Zostawiliście ją tam. Z nim. Zostawiliście. Na śmierć. A teraz robisz to samo.
    Klęczała na zimnej posadzce. Zgarbiona, zmęczony. Bezsilna.
    – Nic nie robię.
    – Właśnie. – Cofnął wycelowany w nią palec. Z kieszeni wyjął plastikowy pojemniczek. Zagrzechotało. Coś połknął.
    Kiedy odezwał się po chwili ręka już nie drżała.
    – Dostałaś szansę, żeby naprawić swój błąd. To przywilej. – Nie plątał się. Nie drżał. – Wykorzystaj go dobrze.
    – Nie potrafię…
    Leżała i łkała, jak małe dziecko, piąstkami próbując rozbić kamienie.
    – Pomogę ci…
    Szept tuż przy jej uchu zmroził jej krew w żyłach. Nigdy nie podchodził tak blisko. Poczuła ukłucie w szyję i nagle wszystko straciło znaczenie. Gdzieś odpłynął ból i strach. Zniknęło uczucie zimna i wilgoci. Pustka. Nie było światła i ciemności. Tylko przestrzeń, w której unosiła się bezwładnie. Przestrzeń bezpieczna, łagodna. Otulająca.
    A potem pierwsza wizja rozbiła pustkę w drobny mak…

Dodaj komentarz