Paragraf 21

– Cześć – Szulc znużonym głosem przywitał Skalską.
– Słucham cię. – Była w wyraźnie dobrym nastroju.
– Wiemy, kim była pierwsza ofiara. Pisarz, Maciej Rozwadowski. Mieszkał w Katowicach.
– To widzę, że śledztwo idzie w dobrym kierunku.
– A wiesz, jaka była jego ostatnia książka, tzn. – jaki miała tytuł?
– „Obcym wstęp wzbroniony”?
– Skąd wiedziałaś? – zdziwił się.

Skalska nie odpowiadała.

– Jesteś tam?
– Tak… – powiedziała w końcu. – Nie wiedziałam, zgadywałam. To ciekawe.
– Potrzebuje nakazu przeszukania.
– Jasne, zadzwonię do prokuratury w Katowicach, żeby ktoś to za mnie zrobił. Podaj mi adres.
– Gliwicka 15/3.
– Dobra.
– Aha, jeszcze jedno – zawahał się.
– Tak?
– Szczypiorek…
– A… Pan Mauer?
– Tak – popatrzył na zegarek, który wskazywał już czwartą po południu. – Wiec, czy mogłabyś się nim zająć, może nam narobić problemów.
– Zobaczę co da się zrobić. Nie martw się.

Odłożyła słuchawkę. Szulc odwrócił się w stronę Broszka.

– Dziękuje za pomoc, możesz już zając się swoimi sprawami.
– Wolałbym jeszcze ci trochę pozawracać głowę, ale nie chcę utrudniać śledztwa. – uśmiechnął się blado. – Jeźdźcie, tylko nie zapomnij zadzwonić do mnie jak dorwiecie drania.
– Na pewno o tym usłyszysz. – uścisnął dłoń kolegi i klepnął go w ramię.

Broszek ze spuszczoną głowa wsiadł do samochodu i odjechał. Szulc tymczasem chciał rozejrzeć się po mieście, zanim pojadą do mieszkania.

Minęły 3 lata od śmierci Sylwii, jego żony. W okolicy te same budynki, te same ulice, ten sam beznadziejny klimat. „Może już najwyższy czas się spotkać, może teraz będzie mógł wybaczyć?”, zadawał sobie pytania, a w radiu grali właśnie utwór Depeche Mode:

Oh the tears that you weep
For the poor tortured souls
Who fall at your feet
With all their love begging bowls

***

Przez chwilę, między snem a jawą, wydawało się jej, że leży we własnym łóżku. Twardym, ale własnym. Dopiero po chwili dotarł do niej chłód otaczających kamieni i mdły blask żarówki.

Musiał wejść kiedy spała, bo teraz stał przed nią, swoim zwyczajem opierając się o futrynę. Czekał.

– Nie potrafię – wyszeptała z trudem. – Nie oczekuj ode mnie niemożliwego.

Milczał.

– Nie potrafię… – Tym razem to było już łkanie.

W końcu się odezwał:

– Nie powinnaś była zasnąć. Nie. – Nigdy nie podnosił głosu, zawsze szeptał. I to było jeszcze bardziej przerażające, niż gdyby krzyczał. Ale głos drżał nieznacznie. – Nie powinnaś była…
– Nie mam siły! – Załamała ręce, łzy strumieniem pociekły po policzkach. – Nie rozumiesz??? NIE MAM SIŁY! Czego chcesz ode mnie?! Nie mam żadnych śladów, ani akt. Jak mam ci pomóc?!

Wyciągnął w jej stronę drżącą rękę. Cały już drżał.

– Wtedy miałaś wszelkie ślady. Mnóstwo dokumentów. I nic. I nic. Zostawiliście ją tam. Z nim. Zostawiliście. Na śmierć. A teraz robisz to samo.

Klęczała na zimnej posadzce. Zgarbiona, zmęczona. Bezsilna.

– Nic nie robię.
– Właśnie. – Cofnął wycelowany w nią palec. Z kieszeni wyjął plastikowy pojemniczek. Zagrzechotało. Coś połknął. Kiedy odezwał się po chwili, ręka już nie drżała.

– Dostałaś szansę, żeby naprawić swój błąd. To przywilej. – Nie plątał się. Nie drżał. – Wykorzystaj go dobrze.
– Nie potrafię…

Leżała i łkała, jak małe dziecko, piąstkami próbując rozbić kamienie.

– Pomogę ci…

Szept tuż przy jej uchu zmroził jej krew w żyłach. Nigdy nie podchodził tak blisko. Poczuła ukłucie w szyję i nagle wszystko straciło znaczenie. Gdzieś odpłynął ból i strach. Zniknęło uczucie zimna i wilgoci. Pustka. Nie było światła ani ciemności. Tylko przestrzeń, w której unosiła się bezwładnie. Przestrzeń bezpieczna, łagodna. Otulająca. A potem pierwsza wizja rozbiła pustkę w drobny mak…
 
 
Autorką pierwszego wpisu jest Iwona, autorem drugiego – Geralcik.
 
 
Od Red:
Akcja rozwija się, a na następny odcinek czekamy do piątku!

Wpis “Paragraf 21” skomentowano 3 razy

  1. Iwona pisze:

    – Skręć w prawo – poprosił Szulc.
    – Ale Gliwicka to jeszcze dalej…
    – Proszę.
    Walik zwolnił, zjechał na zewnętrzny pas ruchu i skręcił. Wjechali w brudną, ciemną uliczkę. Na podwórku bawiły się dzieci. Na przyjazd wozu policyjnego nie zareagowały, tak jakby taki widok był dla nich na porządku dziennym.
    – Szulc, nie wiem co chcesz tu robić, ale to nie jest dla nas przyjazna dzielnica.
    – Zaczekaj tu, zaraz wracam.
    Wyszedł z samochodu i rozglądnął się. Próbował sobie przypomnieć klatkę, ale pamięć coraz częściej go zawodziła. Jego żona zawsze mówiła „alkohol zabija szare komórki”, a on śmiał się i odpowidał „ale tylko te słabe”. Teraz okazuje się, że to ona miała rację. W końcu przywołał do siebie jedno z dzieci.
    – Możesz mi powiedzieć, czy mieszka tu gdzieś Zygmunt Nowicki? – zapytał.
    – Po co pan go szuka? – mały chłopczyk wlepił w niego swoje jasnoniebieskie oczy, jakby chciał go sprowokować.
    – Musze z nim porozmawiać. – Szulc wiedział, że jak da się zdenerwować, to niczego się nie dowie.
    – Już pan z nim nie pogada – odburknął mały i odwrócił się tyłem do swojego rozmówcy.
    – Dlaczego? Coś się stało?
    – Wyjechał. – Usłyszał za sobą cichy, nieco chrapliwy głos.
    – Wyjechał? – Tuż przed nim stał stary, zgarbiony mężczyzna. – Szuka córki…
    – Przecież jego córka nie żyje… – serce waliło mu, jakby miało wyskoczyć z klatki piersiowej.
    – Po wypadku facet całkiem zamknął się w sobie, nie wychodził z domu, nie mówił, aż do 1 czerwca. – Stary wskazał palcem ławkę. – To Dzień Dziecka, wie Pan? – Szulc przytaknął. – Nowicki oszalał, biegał po podwórku, krzyczał i miotał się. Wieczorem spakował się i wyjechał.
    – Mówił coś?
    – Powiedział, że wie gdzie szukać i że ona mu pomoże. – Spuścił głowę. – Żal mi go, to biedny człowiek, stracił wszystko…
    – Jasna cholera – Szulc zerwał się na równe nogi.
    Podbiegł do samochodu, wsiadł i trzasnął drzwiami. Wyciągnął telefon.
    – Sztyc?
    – Tak, słucham Cię.
    – Pamiętasz tego Nowickiego, ojca tej dziewczynki zamordowanej?
    – Tego, co… – Profesor zawiesił głos. – Tego, co prowadził samochód i spowodował wypadek…
    – Tak… – potwierdził Szulc. – Wypadek, w którym zginęła Sylwia.
    Zapadła cisza.
    – Sztyc, on może mieć Pytię. Musimy go znaleźć!

  2. Geralcik pisze:

    Zobaczyła Szulca. Siedział na środku pustego placu, skulony, zaledwie kilka kroków od niej. Podeszła bliżej. Szulc nachylał głowę, jakby czegoś słuchał. Po chwili wyciągnął rękę przed siebie…

    … i wziął w palce kamiennego laufra. Plansza do gry w szachy pojawiła się nagle, znikąd. Postawił figurkę. Szach. Naprzeciw Szulca… siedział ktoś. Nie dostrzegła szczegółów, jakby postać składała się z ulotnego dymu, ciągle zmieniającego kształty. Za nią stały rzędami drewniane słupy. Na każdym z nich wisiał człowiek. Niektórzy jeszcze się ruszali. Postać z dymu przesunęła dłoń nad planszę i goniec Szulca rozpadł się w pył. Drugi przestał istnieć w chwilę później. Gdy padła pierwsza wieża, Szulc schował twarz w dłoniach, a ona…

    … biegła, choć nie wiedziała dokąd. Nie miała pojęcia, czy ściga kogoś, czy sama jest ścigana. Ważne było, żeby biec. Otaczające budynki rozmywały się w szaleńczym pędzie. Nagle wszystko się zatrzymało. Pusta ulica. Budynki nachylały się nad nią, niemal stykając się krawędziami dachów. W cieniu jednej z bram dostrzegła sylwetkę. Młody mężczyzna. Spoglądał w okna po przeciwnej stronie ulicy i żuł nerwowo zapałkę. Czekał. W ciszy rozległo się dziwne kaszlnięcie i chłopak upadł na ziemię. Koszula na brzuchu była czerwona. Nie tego oczekiwał…

    …w zimnej celi. Leżał zwinięty w kłębek na podłodze, a ściany zbliżały się coraz bardziej. Spomiędzy kamieni wysuwały się ulotne macki, próbujące go opleść, zacisnąć się na szyi. Udusić…

    … w fotelu przed telewizorem. Nie zmienił się przez te lata, ale i tak był już stary, gdy widziała go ostatnio. Taki był urok Bogusława Sztyca. Nie zareagowała, nie mogła. Przystawił sobie pistolet do skroni i pociągnął za spust…

    – NIEEE!!!
    Próbowała złapać oddech. Pod sobą czuła lodowate zimno kamieni.

  3. Cintryjka pisze:

    Kota nie ma, myszy harcują. I choć Huberta Klepkę trudno by było pomylić z myszą, to zamierzał wykorzystać nieobecność Szulca. Zresztą, miał jego błogosławieństwo. W końcu dostał polecenie służbowe. Od Szulca via Skalska. Jak je miał wykonać, nie doprecyzowano. Ale znał dostatecznie bogatą filmografię, by twórczo wykorzystać powstały w ten sposób luz decyzyjny. Miał czas na przemyślenia, bo musiał jeszcze skoczyć do mieszkania Pytii po próbkę materiału porównawczego.
    ***
    Dziennikarz śledczy Ryszard Szczypiorek najpierw był zaskoczony. Nikt nigdy wcześniej go nie aresztował. Potem zdziwienie przeszło w oburzenie. Jak śmieli? Jego? Co to przed narodem niesie kaganiec prawdy i prawości? Widząc, że nikt nie zwraca uwagi na jego wrzaski, jeszcze raz przemyślał sytuację i odczuł z kolei podniecenie. To dopiero będzie reportaż! Hm, jakby tu…ZBRODNIARZE POD NOSEM ŚLEPEJ TEMIDY? Z tytułami zawsze miał problem. Tytuł na końcu. Naszkicował już trzy brudnopisy artykułu i cyzelował czwarty, gdy do kanciapy wpadł niesiony na skrzydłach samodzielności i entuzjazmu Klepka a za nim, dużo spokojniej i cicho zamknąwszy drzwi, wszedł Sztyc.
    – Mamy do pana kilka pytań ? Muł zastosował klasyczne otwarcie. Był trochę poirytowany, bo wiedział, że Profesor mu się przygląda i gotów był się założyć, że uśmiecha się pod nosem.
    – A Szulc gdzie? ? zapytał Szczypiorek, którego chyba zawiódł instynkt samozachowawczy, bo zlekceważył młodszego aspiranta ? Z nim ewentualnie mogę gadać. A tak w ogóle, to jakim prawem mnie przetrzymujecie? O co jestem podejrzany?
    – Chwilowo ? Klepka zrobił wystudiowaną pauzę, a Sztyc, nie wiedzieć czemu, parsknął ? o nic. Skąd ma pan zdjęcia?
    – Muszę chronić źródła informacji. ? Szczypiorek pogardliwie wydął wargi. Już się nie bał. Na jego nieszczęście, zadzwoniła komórka Sztyca, który wyszedł. A w Klepkę z miejsca jakby diabeł wstąpił. Przyskoczył do przesłuchiwanego i, chwyciwszy go swą wielką garścią za kołnierz, podniósł bez wysiłku w górę.
    – A myślałem, że przede wszystkim własny tyłek? Chcesz iść siedzieć za utrudnianie śledztwa i kradzież materiału dowodowego?
    – Każdy sąd mnie uniewinni! ? Szczypiorek poniewczasie pojął swój błąd.
    – Wiesz, ile teraz trwają procesy? A już my się postaramy, żeby sąd osadził cię w areszcie. W starannie wybranej celi, z której, zapewniam cię, niezależnie od wyroku, nie wyjdziesz już taki niewinny. ? To zdanie układał bardzo długo. Marzył o chwili, kiedy je wypowie.
    Na szczęście ( lub niestety, zależnie od punktu widzenia ), wrócił Profesor.
    – Nie czas na zabawy! ? huknął, co absolutnie do niego nie pasowało. Klepka z wrażenia upuścił dziennikarza, który opadł na krzesło. Stłumił jęk.
    Heniek zidentyfikował próbki pobrane spod paznokci naszego przyjemniaczka z Augustowskiego. Chyba wiemy, kto ma Jolkę.

Dodaj komentarz