Gdańsk 20 / 06 / 2006 / 13:10

Jarosław Pater dopijał właśnie drugą kawę i kończył czytać protokół z przesłuchania. Musiał przyznać, że Kulesza nie miał wiele do zrobienia. Sprawa zamurowanych w mieszkaniu zwłok była dość banalną kombinacją chciwości i ludzkiej wyobraźni, co dość często – jak uczyło Patera doświadczenie – szło w parze. Może do powiedzenia miałby jeszcze coś w tej sprawie psychoanalityk – pomyślał Pater w momencie, gdy otworzyły się drzwi. W progu stał niski blondyn z wyraźną nadwagą i rumieniem na obu policzkach.

– Ostatnie wyjaśnienia, panie nadkomisarzu. Może chciałby pan go dosłuchać czy co…

Kulesza często formułował zdania tak, że nie bardzo było wiadomo, czy zadaje pytanie czy coś po prostu oznajmia. Tym razem, jak wywnioskował Pater, była to forma zachęty. Nadkomisarz podniósł się. Nie ma co spieszyć się z tą sprawą. Zamknięcie jednej oznaczało powrót do rozgrzebanych śledztw albo nowe, bardziej skomplikowane. Tymczasem uwaga nadkomisarza skupiała się na trzech wierzchołkach trójkątów, którymi Pater pokrył leżącą na biurku kartkę. Dwa wierzchołki pozostały bez zmian, zaznaczone nazwiskami Maziarskiego i Czekańskiego. Trzeci szczyt niekiedy był opisany jako „skalp”, ale równie często pojawiał się przy nim skrót „ABW”. I wyraźny, pogrubiany za każdym razem znak zapytania. Nadkomisarz czekał. Dopóki nie dowiem się więcej, mam związane ręce. Błądzę jak we mgle, skazany na niedorzeczne domysły – myślał, podążając za Kuleszą.

Za stołem siedział mężczyzna w podkoszulku, z którego dawno już wyblakła naturalna zieleń. Był dziesięć lat starszy od Patera, ale sine wory pod oczami, zmarszczki i kilkudniowy zarost czyniły z niego zaawansowanego emeryta. Kolejny emeryt w ostatnich dniach – przemknęło Paterowi przez głowę.

– Wymyślił pan bardzo nietypowy sposób pochówku, panie Tchórzewski – zaczął nadkomisarz.

Mężczyzna zamrugał oczami.

– No, wie pan, ma się ten fach w ręce – Pater usłyszał w jego głosie coś w rodzaju dumy. – Trzydzieści lat w murarce robię. Może i pana mieszkanie postawiłem.

– To akurat świadczyłoby o pańskich kwalifikacjach nie najlepiej – mruknął Pater. – Sam pan to wymyślił?

– Panu i księdzu to szczerą prawdę powiem – mężczyzna uderzył się w wyblakły podkoszulek. – No to jak teściowa umarła, szybką kalkulację żem zrobił. Jak na budowie. No i wyszło, że pogrzeb to będzie kilka kół, państwo potem coś odda, ale po co ma oddawać. Tylko kłopot niepotrzebny. No i popatrzyłem na kaloryfer, tam, wiecie, w większym pokoju. Teściowa nieduża kobita, wszystko oszacowałem, no i do roboty.

– A zimą?

– Co „zimą”? – Tchórzewski zamrugał oczami.

– Czy bez kaloryfera zimno nie było? Pater zobaczył, jak Kulesza odwraca się plecami i próbuje zdusić śmiech.

– Dało radę. Poza tym ściana pogrubiona. A resztę już mówiłem. Pieniądze z ZUS-u na nieboszczkę co miesiąc przychodziły. Listonosz zostawiał za pokwitowaniem, bo ciężko chora to podpisać sama nie mogła. Przez ponad dwa lata szło – wyblakły podkoszulek westchnął. – Ja bym nie chciał, by pan sobie pomyślał, że ja zły człowiek jestem. Że niby co? Na wódkę z kolegami wydałem? Córka w Anglii. Na naukę szło wszystko. No, prawie…

Pater zastanawiał się, czy nie warto doprecyzować, co to znaczy „prawie”, ale zrezygnował.

– A pańska żona? Przecież to była jej matka. Zgodziła się, by zamurować ją w domu?

– Początkowo nie. Ale od czego przekonywanie? – Tchórzewski uśmiechnął się. Pater zobaczył, że mężczyzna ma na kostkach prawej dłoni wytatuowane cztery litery układające się w słowo „LOVE”. Nie wiedzieć czemu przypomniała mu się piosenka T. Love „Pocisk miłości”. Sapiący mężczyzna w podkoszulku rzeczywiście miał w ręce pocisk miłości. I siłę argumentów. Przeszła mu ochota na dalszą pogawędkę.

Gdy wracali korytarzem, Kulesza nagle ożywił się.

– Ludzie to mają nasrane, panie nadkomisarzu – widząc spojrzenie Patera poprawił się. -No, nie mają równo pod sufitem. Wie pan, co, co on mi powiedział? Że jak było Święto Zmarłych to kupował kwiaty teściowej. I znicze. I wie pan, co? – Kulesza zrobił niewielki ruch głową. – Tam je kładł.

Pater pomyślał, że specjalista od murarki ze słowem „LOVE” nie był złym człowiekiem.

Gdańsk 20 / 06 / 2006 / 13:55

Kartka z trójkątami przykryta była aktówką. Na biurku leżały materiały z archiwum. Pater otworzył teczkę i w pierwszej chwili pomyślał, że zaszła pomyłka. Na wierzchu znalazł kilka kserokopii z „Faktu” i „Super Expressu”. Wszystkie artykuły ozdabiały fotografie znanej aktorki. Na nielicznych zdjęciach uśmiechała się, odbierając jakieś nagrody. Ale większość przedstawiały twarz zmienioną niemal nie do poznania. Gdyby nie podpisy, można by pomyśleć, że chodzi o inne osoby. Po chwili Pater zrozumiał, że to jednak nie pomyłka. Zaczął wertować artykuły.

– Nie sądziłem, że gustuje pan w takich tytułach – Kulesza patrzył nadkomisarzowi przez ramię.

– Ja też nie – odpowiedział.

Wreszcie zaczęło coś się dziać. Nadkomisarz czekał jeszcze na jedną wiadomość.

Telefon zadzwonił o siódmej.

Dodaj komentarz