Gdańsk 21/06/2006 / 11:45

Spotkanie miało wyglądać na przypadkowe. Umówili się w centrum rozrywki dość wcześnie. Nie była to jeszcze pora zakochanych umawiających się tu na randki ani godzina eleganckich dwudziesto- trzydziestolatek na szpilkach i w pełnym makijażu, traktujących centrum jako wybieg dla modelek. Pater w sumie żałował, że doktor Kwieciński chciał się spotkać tak wcześnie.

Z Pawłem Kwiecińskim poznali się sześć lat temu. Pater do dziś pamiętał tę sprawę. Gwałt i morderstwo na szesnastolatce. Jak się później okazało, ofiara była sąsiadką doktora. Pater pamiętał stalowy uścisk Kwiecińskiego na swoim nadgarstku i zapamiętał słowa anatomopatomorfologa: „Czasem pożegnanie z bliskimi wypada na tym stole. Niech pan, komisarzu, złapie tego skurwysyna. Obieca mi to pan?”

Pater wówczas niczego nie obiecał. Rozwiązał sprawę. Od tamtego czasu z Kwiecińskim spotykał się nie tylko zawodowo. Okazało się, że doktor jest fanatykiem rocka i jazzu. Nie jakiejś tam udziwnionej alternatywy, ale starego dobrego Milesa i Coltrane’a. Od czasu znajomości z doktorem jazzowa dyskografia Patera znacznie się rozrosła.

-Nie mam dla ciebie kolejnego bootlegu wielkiego Trane’a – powiedział Kwieciński wczoraj, kiedy punktualnie zatelefonował o siódmej. – ale mam coś, co cię chyba bardziej zaciekawi.

Teraz siedzieli obaj przy kawie z mlekiem. Ekspres do kawy co chwila zagłuszał dźwięki z telewizora, gdzie eksperci analizowali po raz kolejny mecze Polaków na mundialu.

-Jarek, nie muszę ci mówić, że tej rozmowy nie było. Wiesz, co by się stało, gdyby dowiedzieli się, że przekazałem ci te informacje?

Pater podniósł filiżankę do ust i niemal niezauważalnie skinął głową. Oczywiście, że zdawał sobie z tego sprawę.

-Zatem słuchaj. Pamiętasz, jakie obuwie miał na sobie Maziarski, gdy znaleźliśmy go w „Edenie”?

-Jakieś sportowe. Też zwróciłem na to uwagę, ale…

-Tak, wiem, co chcesz powiedzieć – przerwał niecierpliwie Kwieciński, a Pater zrozumiał, że za chwilę dowie się czegoś, co po raz kolejny przekona go, że doktor jest jednym z najlepszych specjalistów w swojej dziedzinie. -To były nowe buty, protektory bez śladu zużycia. Słowem: po prostu wygodne buty, w sam raz dla inwalidy. Ale jeśli tak, to może wyjaśnisz mi, dlaczego Maziarski miał odciski na palcach i szorstkie pięty?

Pater milczał.

– Stopy u osoby, która nie chodzi, są zwykle delikatne, wyszczuplone – kontynuował doktor. – Te takie nie były. No ale ostatecznie mogły to być odciski powstałe wtedy, gdy ofiara jeszcze miała sprawne nogi. Jedźmy dalej. Pamiętasz, w jakim stanie były jego spodnie.

-Tak, myślałem wtedy…

-Chodzi mi o dół – Kwieciński podniósł rękę i powtórzył zamówienie. – Podwinięte nogawki. Czasem śladem jest nie to, co widzimy, ale to, czego nie ma.

-Nie bardzo rozumiem – powiedział Pater.

-Ten facet nie miał zaników mięśniowych w kończynach dolnych. A powinien mieć. I jeszcze jedno. Nie zauważyłem też śladów zanieczyszczania się.

Pater spojrzał pytająco.

-Osoby o porażonych kończynach mają też z reguły porażone zwieracze. Nie kontrolują oddawania kału i moczu. Zwykle pozostawia to ślady na ubraniu, zwłaszcza bieliźnie.

-A w tym przypadku nic… – dopowiedział Pater.

-A w tym przypadku nic – Kwieciński powtórzył niczym refren. – Oczywiście z żywym byłoby łatwiej. Stuknąłbym go młoteczkiem w kolano. Poważnie – dodał pewniejszym głosem, gdy dostrzegł zdziwienie na twarzy Patera. – Stara, niezniszczalna metoda. Taki – wykonał od niechcenia ruch nadgarstkiem. – Evergreen w naszym zawodzie. Odruchów nie skontrolujesz, bo są niezależne od naszej woli. I jeszcze jedno. Maziarski farbował włosy. Dodawał sobie siwizny. Na ogół większość stara się ją tuszować.

Pater spojrzał na trzydziestolatkę, która przeszła koło nich. Ta z pewnością nie musiała niczego tuszować.

-Chcesz powiedzieć, że Maziarski celowo dodawał sobie lat? I co? – zawiesił głos. – Normalnie chodził?

Kwieciński popatrzył w telewizor.

– Może nie biegał tak jak ten – wskazał głowę na napastnika Ekwadoru biegnącego z piłką wzdłuż linii. -Ale wszystko wskazuje na to, że był sprawnym, dość wysportowanym facetem.

Pater poczuł ucisk na pęcherz. Gdy wstawał do toalety wydawało mu się, że napotkał twarz funkcjonariusza ABW spotkanego w „Edenie”. Pokręcił głową i po chwili zobaczył na ekranie obrońcę Jopa nieudolnie wybijającego piłkę w pole. Chyba nerwy odmawiają mi posłuszeństwa – pomyślał.

Gdy wrócił Kwiecińskiego, nie było. Pater uśmiechnął się. Doktor nie lubił podziękowań. Na stole leżał opłacony rachunek i dopiskiem anatomopatomorfologa: „Wisisz mi ten koncert Davisa z Japonii. Wiesz który”.

Jakaś kobieta spojrzała na Patera, ale on nie odwzajemnił uśmiechu.

Wpis “Gdańsk 21/06/2006 / 11:45” skomentowano 7 razy

  1. jojo pisze:

    Oj Panowie!
    Podobno Wasz bohater bardzo nie lubi gdy się źle jego nazwisko odmienia. A Wy co? Kilka razy napisliście dobrze, a potem już wszędzie „Patera” „Paterowi” „z Paterem”. Nie lubicie go? Chcecie mu zrobić na złość? 🙂
    Ale intryga zapowiada się interesująco. Będę czytać.
    Pozdrawiam!

  2. mario pisze:

    Bardzo dziękujemy Pani / Panu za tę uwagę. Swoją drogą byliśmy ciekawi, czy zauważycie… Tak po prawdzie odbyliśmy długą dyskusję, czy Patera/Patra odmieniać po patrowemu czy po paterowemu.
    Czy go lubimy? Hm… A czy on da się lubić?

    – Nie jestem tu po to, by mnie Pan / Pani lubił(a) – powiedział nadkomisarz:))

    P.S. Serdeczności dla pana doktora Jakuba Trnki z Wrocławia. Jego wiedza z zakresu medycyny sądowej jest nie do przecenienia!!

    I pozdrowienia dla wszystkich – w czasie fabularnym (czyli mocno upalnym) i rzeczywistym – gdy Batman z Wisły znów – czego nie rozumie Pater – odlatuje innym!

  3. selket pisze:

    Podoba mi się ta intryga, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy 🙂 A miłym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że akcja dzieje się w moim rodzinnym mieście. Dzięki temu opowiadanie nabiera dla mnie realizmu i jest jakieś… bliższe.
    Pozdrawiam

  4. kornel pisze:

    Panowie! Kiedy następny odcinek?

  5. ????? pisze:

    I co dalej

  6. mario pisze:

    Szanowni Państwo,
    we wtorek-środę będzie ciąg dalszy. To znaczy: on jest, zastanawiamy się natomiast nad sposobem prezentacji.
    Jakie jest Państwa zdanie w tej materii?
    Pomysły są dwa: 1. zachować strukturę blogopodobną – tak jak dotychczas
    2. podstawową formą powinna być struktura powieści (fabuła rozwija sie chronologicznie, od pierwszego odcinka do ostatniego), bo to w końcu jest powieść przecież!

    W redakcji dyskutujemy o tym – a może należałoby zapytać Was o sugestie?
    W końcu chodzi o to, by czytało się jak najlepiej…

    Pozdrowienia –
    Mariusz Czubaj

  7. Michał.G pisze:

    Kryminał mi się podoba.Zgadzam się z tym co napisał wcześniej jakiś Komentator-przypomna nieco Breslau współcześnie.Co nie jest wadą byleby nie przypominało za bardzo.Bo każda książka musi mieć własny styl.Ciekawe jak się to rozwinie, ale piszcie Panowie dalej.Jest tu mniej komentarzy niż na innych blogach, ale tym się proszę nie sugerować.Wiadomo, że blogi polityczne wzbudzają większe emocję stąd i komentarze.
    Ja wchodzę tu regularnie i czytam i nie tylko ja.
    A może kiedyś napiszecie coś o Łodzi moim rodzinnym mieście?
    Pozdrawiam i połamania piór, a może klawiatur życzę!

Dodaj komentarz