Gdańsk, 23/06 / 09:00

Egzamin z języka szwedzkiego Swedex na poziomie B2 odbywał się w sali wykładowej Katedry Skandynawistyki w kompleksie uniwersyteckim przy ul. Wita Stwosza. Uczestniczyło w nim kilkanaście studentek. Jedna z nich, Ewelina Kucaj, siedziała w pierwszej ławce, przed biurkiem doktora Przemysława Marcińca, i zupełnie nie mogła się skoncentrować. Winne było temu gadulstwo wykładowcy, a nie – jak sądził on sam – jego uroda i uwodzicielski zapach wody toaletowej „Gucci Rush”. Marciniec kilka miesięcy temu zmienił swój image i usiłował okularami o ciemnożółtych szkłach i krótko przyciętym gęstym zarostem upodobnić się do dojrzałego George’a Michaela. Efekt tych zabiegów fryzjerskich nie porażał podobieństwem i wywoływał szydercze komentarze wśród studentek. Zamiast pop-gwiazdora widziały one bowiem czterdziestolatka „o urodzie przepitego Cygana”. To ostatnie sformułowanie było autorstwa Eweliny Kucaj i zrobiło prawdziwą furorę wśród jej koleżanek. Jej wymiernym świadectwem było nadanie doktorowi Marcińcowi przydomka „Cygan”.

Dzisiejszego poranka Marciniec objawił bardzo dobry humor. Najpierw tryskał wątpliwymi dowcipami o egzaminach, wykładowcach i studentach, a potem – kiedy już rozdał arkusze egzaminacyjne i zaczął mierzyć czas – wdał się w cichą, przerywaną śmiechem rozmowę ze współegzaminatorem, doktorem Fredrikiem Fröglandem z Uppsali. Ponieważ ich rozmowa była prowadzona po szwedzku, Ewelina Kucaj zwątpiła w swoją znajomość tego języka i popadła w chwilową depresję. Rozumiała bowiem słowa, ale nie rozumiała, o czym obaj wykładowcy rozmawiają. Wśród szwedzkich wyrazów niezmiennie pojawiało się angielskie „bridge”.

Studentka demonstracyjnie wyjęła z torebki odtwarzacz mp3 i założyła słuchawki na uszy. Odetchnęła z ulgą. Zamiast jakiegoś tajemniczego żargonu usłyszała wariację DJ Tiesto na temat Vivaldiego. Marciniec i Frögland o tyle zwrócili uwagę na nieregulaminowe zachowanie studentki, że ściszyli głosy i zaczęli rysować na kartkach jakieś wykresy. Ewelina Kucaj całkowicie się poświęciła rozwiązywaniu testu.

Mijały minuty, kwadranse. O godzinie dziesiątej studentka skończyła liczyć wyrazy, których użyła w szwedzkim wypracowaniu na temat dyskryminacji kobiet w Polsce, zdjęła z uszu słuchawki i spojrzała na doktora Marcińca. Nie było już obok niego Szweda, nie było też kartek z dziwnymi napisami. Był natomiast jakiś szpakowaty facet w wygniecionej koszuli i w spranych dżinsach. „Cygan” rozmawiał z nim scenicznym szeptem.

– Wie pan, wyraz angielski scalp – wywodził wykładowca – który znaczy „skalp” lub „skalpować” jest spokrewniony ze szwedzkim skal, które znaczy „na zdrowie” i używane jest podczas spełniania toastów. Dziwi to pewnie pana. Co ma wspólnego skalpowanie z toastem? Otóż ma bardzo wiele. Wikingowie pili miód, wino lub piwo z czaszek pokonanych wrogów. Czaszki to były ich kielichy. O tym samym może świadczyć pokrewieństwo polskiego czaszka, czasza i podczaszy, który, jak pan wie, był służącym napełniającym kielichy.

– Czy profesor Czekański o tym wszystkim wiedział? – zapytał szpakowaty mężczyzna zmęczonym głosem.

Ewelina Kucaj poczuła na sobie jego wzrok. Doskonale wiedziała, że zatrzymał się on na jej wytatuowanej róży na ramieniu, a potem natychmiast przeskoczył na drugie ramię, na antykoncepcyjny plaster – jej dumne wyznanie niezależności, symbol wolności i nienawiści do patriarchalnej cywilizacji.

– On nie mógł tego nie wiedzieć! – sceniczny szept Marcińca zapałał oburzeniem na naiwność laika. – Profesor Jan Czekański był jednym z najwybitniejszych znawców współczesnych sekt neopogańskich i tajemnych rytuałów. Zajmował się antropologią kulturową. Znawca problematyki ran symbolicznych. Medyk i etnolog w jednej osobie. Biegły sądowy współpracujący z trzema europejskimi wymiarami sprawiedliwości. Visiting-professor na trzech europejskich uniwersytetach. On wiedział wszystko.

– Czy mógłby pan mi przybliżyć, o co chodzi z tymi ranami symbolicznymi – Pater znów kontemplował wytatuowaną różę.
– To nie moja specjalność – skandynawista milczał przez dłuższą chwilę. Paterowi wydało się nieprawdopodobne, że ten człowiek potrafi milczeć dłużej niż trzy sekundy.
Marciniec sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki wiszącej na oparciu krzesła.

– Dam panu namiar na kogoś, kto panu o tym powie. Może się pan nieco zdziwi… To nowy telefon – doktor podniósł głos do scenicznego szeptu i jednocześnie uniósł komórkę jak relikwię – nie nauczyłem się go jeszcze dobrze obsługiwać… O mam… On zresztą zna Czekańskiego.

Studentka z różą pomyślała kolejny raz tego dnia, że „przepity Cygan” to zbyt uprzejme określenie w stosunku do tego buraka, który w podniesionej ręce ostentacyjnie trzymał telefon komórkowy. Marciniec przypominał teraz karykaturę Statui Wolności w białym obcisłym T-shircie zdecydowanie zbyt opiętym na wykładowcy.

– A jaki on był jako człowiek? – zapytał rozmówca „Cygana”.

– Panie nadkomisarzu – słysząc zniecierpliwiony głos wykładowcy, Ewelina Kucaj nastawiła ciekawie uszu. – Mało to panu opowiedziałem o jego ekscesach, skargach składanych na niego przez studentów, o tych wszystkich zadymach?
– Co pan rozumie pod słowem „zadyma”? To bardzo nieprecyzyjne określenie. Wykładowca uniwersytecki powinien umieć precyzyjnie definiować znaczenie słów. Pan, jako filolog, na pewno bardzo dobrze to umie.

– Powiem panu krótko – Marciniec wskazał wzrokiem studentkę Kucaj. – Wiele osób wiele by dało, by matka Czekańskiego używała takiego plastra jak ta panna. Niestety…
– Niestety w latach trzydziestych, o ile wiem, najpopularniejszym środkiem antykoncepcyjnym była aborcja – wtrącił się nadkomisarz.

– Niewielu by miało coś przeciwko aborcji, gdyby usunięte płody wyrastały na ludzi podobnych do Czekańskiego – skandynawista powiedział to bardzo poważnie.

Ewelina Kucaj spojrzała na niego wściekłym wzrokiem. Bardzo się jej nie podobało, że głupim bajdurzeniem przeszkadzał studentom piszącym ważny egzamin. Jeszcze mniej podobał się jej kategoryczny ton, z jakim ten pewny siebie, wiecznie zalatujący alkoholem seksista miał czelność wypowiadać się o czysto kobiecym problemie aborcji. A najmniej – słowo „panna” pod swoim adresem.

Wpis “Gdańsk, 23/06 / 09:00” skomentowano 3 razy

  1. mak31 pisze:

    Gdzie ciąg dalszy?! Zbyt długo muszę czekać na kolejne części!

  2. aga pisze:

    Dlaczego nie ma dalszego ciagu?

  3. mak31 pisze:

    Panowie autorzy! GDZIE CIĄG DALSZY!!!!

Dodaj komentarz