Gdańsk, 23/06/2006, plebania kościoła św. Marcina

– Przecież nie powiedziałem, że Czekański nie żyje. Tym bardziej – nadkomisarz zmrużył oczy – nie powiedziałem, że ktoś go zabił.
 
W radiu informowali o kolejnych strajkach, potem spiker płynnie przeszedł do wydarzeń na mistrzostwach świata w piłce nożnej. Pater poczuł ból w skroniach. Już czas, by pójść do „Profesjonału” i obstawić wyniki. I może wreszcie obejrzeć wieczorny mecz.

– Pyta pan, jaki to był, jest – Plewniak szybko poprawił się – człowiek… Myślę, że szalenie nieszczęśliwy. I bardzo samotny… Tak to jest, gdy błyskotliwy intelekt nie idzie w parze z wartościami i wiarą w Boga.

Pater miał przez chwilę wrażenie, że ostatnie zdanie dotyczyły nie tylko Czekańskiego. W głosie księdza wyczuł gorycz i wolał nie drążyć tematu.
 
– Ostatnia sprawa, proszę księdza. Co to są rany symboliczne? Słyszę o tym od kilku dni…

– Najkrócej mówiąc – Plewniak ożywił się. – Chodzi o chirurgię rytualną. Po polsku ma pan książkę Brunona Bettelheima, to znany…

– Wiem kto to jest – mruknął Pater. – Czytaliśmy go na studiach. Psychoanalityczna interpretacja baśni. Pater wiedział także, że szwajcarski uczony zajmował się leczeniem dzieci autystycznych, ale wiedzy na ten temat nadkomisarz nie zdobył na wykładach.

– No więc Bettelheim twierdzi, że rany symboliczne są często związane z androgynicznymi marzeniami ludzi, a zwłaszcza z niedowartościowaniem pierwiastka męskiego. Żyjemy w kulturze stworzonej przez mężczyzn, tymczasem jeden z najważniejszych przejawów życia, możliwości prokreacyjne, są przypisane tylko jednej płci. Dlatego mężczyźni w wielu kulturach…
– Dlaczego ta tematyka księdza tak interesuje? – przerwał Pater. Znowu powrócił obraz z sali wykładowej. Niż demograficzny i wyzwolona studentka z plastrem antykoncepcyjnym zdawała się przeczyć wywodom księdza Plewniaka.

– Chciałem zająć się ranami Chrystusa jako ranami symbolicznymi. Miałem pewną swoją koncepcję… Ale to był błąd. Chyba – głos księdza zadrżał – posunąłem się za daleko.
 
Wiadomości w radiu skończyły się. Jakaś polska piosenkarka śpiewała, że nie chce widzieć go nigdy więcej, choćby upadł na kolana.
 
– Wracając do ran – Plewniak przerwał niezręczną ciszę. – Na Wyspie Menstuujących Mężczyzn – tak komisarzu, jest taka wyspa znana także jako Vokeo – mężczyznom rytualnie nacina się penisa, a inicjowanego określa dokładnie tym samym słowem, co menstruującą kobietę. A na przykład u ludu Manam określeniem aine imoaziri opisuje się dziewczynkę, która po raz pierwszy ma okres. Jeden z obrzędów, jakich aine imoaziri doświadcza, polega na nacinaniu jej pleców i klatki piersiowej inicjowanej. Nie wiem, co pana interesuje i jaki może mieć to związek z profesorem…

– A skalpowanie? Czy skalpowanie można potraktować w kategoriach chirurgii rytualnej.
– Skalpowanie? Odgrywa często taką rolę, jak inkorporacja, czy, jak pan woli, kanibalizm. Chodzi o pozyskiwanie mocy pokonanego wroga. Proszę mi powiedzieć – głos księdza Plewniaka po raz pierwszy stał się natarczywy – rozumiem, że pyta pan nie bez powodu…

Pater milczał. Czuł, że powiedział o jedno zdanie za dużo. W radiu trwał głupi konkurs, czy jutro na Wybrzeżu będzie wreszcie padać. Gdy żegnali się przed dziesiątą, nadkomisarzowi wydawało się, że rozstają się bez tej serdeczności, którą proboszcz roztaczał wokół siebie dwie godziny temu.

Ksiądz Plewniak chował koniak do barku, gdy usłyszał pukanie.

– Właściwie co ksiądz miał na myśli, gdy powiedział, że Czekański znalazł się w centrum uwagi? – Pater stał w uchylonych drzwiach.

Plewniak milczał.

– Proszę, niech pan jeszcze wejdzie i zamknie drzwi – powiedział po chwili – widzi pan, profesor Czekański zadzwonił do mnie dwa tygodnie temu – ksiądz oparł się ciężko o stół. Wyglądał na zmęczonego. Przez chwilę Pater miał wrażenie, że za chwile podniesie ciężki mebel i ciśnie w niego. -Nie wiem, skąd miał numer. Zapytał, czy mógłbym przyjechać i go wyspowiadać. Nie mogłem tego zrobić…

– A może ksiądz nie chciał? – szybko zapytał Pater.

– Nie mogłem pojechać – z naciskiem powiedział Plewniak – ale poprosiłem o to księdza z parafii, znajdującej się blisko „Edenu”. Dziwna nazwa swoją drogą – milczał przez chwilę, a Pater słyszał skrzypienie drewna pod jego stopami. – W zasadzie nawet tego, nie powinienem panu mówić, ale trudno. Wieczorem odebrałem telefon. Dzwonił tamten ksiądz. Powiedział: „Proszę mnie więcej o to nie prosić”.
– A czy powiedział w tej rozmowie coś jeszcze?

– Zapewne pan wie, że obowiązuje nas tajemnica spowiedzi…
– Ale gdyby jednak księdzu coś powiedział? Albo, załóżmy, wyspowiadał się? – Pater był nieustępliwy.

– To i tak nie mógłbym panu tego powtórzyć – Plewniak rozłożył ręce. Spowiedź odbywana przez księdza nie zwalnia go z tajemnicy, włącza w nią natomiast spowiednika. To działa trochę na zasadzie reakcji łańcuchowej…
– A dlaczego ksiądz od razu mi o tym nie opowiedział? – Pater znów stał w uchylonych drzwiach.

– Bo pan o to nie pytał.

Drzwi kościoła były już zamknięte. Ktoś jednak przy nich majstrował. Gdy młody chłopak zobaczył Patera, zaczął uciekać.

– Ej, stój! – krzyknął nadkomisarz i podbiegł, ale chłopaka już nie było.

Na drzwiach kościoła ktoś, pewnie ten, który uciekał przed chwilą, zostawił biało-czerwoną wlepkę. W pierwszej chwili Paterowi wydawało się, że postać na wlepce to ksiądz Plewniak. Dopiero po chwili rozpoznał Jacka Kuronia z nieodłącznym, dymiącym papierosem. Na dole biegł napis: „Nie palcie komitetów! Zakładajcie własne”. Radykalizacja nastrojów. Upał i strajki. Ludziom się wszystko miesza – przypomniał sobie Pater.

Migrena była nie do zniesienia. Pater przez chwilę zastanawiał się, czy nie zostawić samochodu do następnego dnia. Mógłby zadzwonić po któregoś z chłopaków i poprosić o podwiezienie, ale oficjalnie był na urlopie. Odkręcił szyby w corolli i wpatrywał się w deskę rozdzielczą.

W domu włączył Beatlesów. „A Day In The Life”. Pater lubił zagadki. „Sierżant Pieprz” – legendarna płyta chłopaków z Liverpoolu, z których o dwóch mówi się już w czasie przeszłym, kończyła narastająca kakofonia orkiestry i wybrzmiewający przez kilkadziesiąt sekund fortepianowy akord. I po pauzie, gdy wielu zdążyło już wyłączyć płytę, pojawiają się dziwne, zapętlone odgłosy wybijające z nastroju błogiego nastroju. Pater czytał gdzieś, że fani Beatlesów do dziś spierają się, o co w tym zakończeniu chodzi.

Mimo środków przeciwbólowych ból całkiem nie ustąpił. Pater nie miał ochoty słuchać irytującego zakończenia, wyłączył płytę, gdy gasł akord fortepianu. „A Day In The Life”. Myśli z kończącego się dnia tasowały mu się w głowie niczym karty w rękach wytrawnego gracza. Maziarski. Czekański. Wyspa Menstruujących Mężczyzn. Studentka z różą. Sekty. Neopoganizm… Wszystko się miesza. Jeden syf… Rany symboliczne. Kogo Czekański mógł tak zranić? Jak daleko trzeba sięgnąć do przeszłości? Czy ktoś zemścił się po latach? Zginął -nie zginął? Zabił – nie zabił? „Proszę mnie więcej o to nie prosić”. Pater przypominał ślepca, który rozpaczliwie szuka punktu oparcia. Gdzieś ten punkt musi być.

Reakcja łańcuchowa. Ktoś w „Edenie” uruchomił reakcję łańcuchową. Ale kto?

Tego wieczoru nadkomisarz Pater znów nie włączył telewizora i nie obejrzał meczu. Także doktor Marciniec nie widział, jak krytykowany dotychczas, wyśmiewany i otłuszczony Ronaldo strzela dwa gole skośnookiemu bramkarzowi Japonii. W telefonie komórkowym skandynawisty rozległ się dzwonek z piosenki „Toxic” Britney Spears.
 
– Szczęść Boże… – Marciniec usłyszał cichy głos.

Wpis “Gdańsk, 23/06/2006, plebania kościoła św. Marcina” skomentowano 5 razy

  1. lensto pisze:

    Witam,

    wlasnie przeczytalam bloody blog i nie moge sie oprzec wrazeniu, ze Panowie nieco zakpili sobie z czytelnikow. Moze i nie kazda historia ma swoj koniec ale powiesc… Oczywiscie moge sobie sama wymyslic zakonczenie , ale mimo wszystko wolalabym nie odbierac Panom tej przyjemnosci. Bylabym wdzieczna za informacje kiedy Panowie dokoncza stary watek?

    z pozdrowieniami,
    Len

  2. Marek Krajewski & Mariusz Czubaj pisze:

    Witamy,

    Bloody blog był pisany przez Czytelników „Polityki” i umarł niejako śmiercią naturalną, wraz z wykruszaniem się wpisów. Więc kpiny w tym nie ma naszej i chyba niczyjej. Ot, życie…

    Niemniej to ciekawe doświadczenie.

    Nawiasem mówiąc: upieramy się, że Dom niespokojnej starości to POWIEŚĆ W ODCINKACH, NIE ZAŚ BLOG, ale opinie w tej sprawie są różne.

    Serdeczności – M & M.

  3. kot alik pisze:

    A może by tak coś do poczytania na długi weekend?

  4. lensto pisze:

    Witam,

    Dziękuję za odpowiedz, choć co tu kryć zasmuciła mnie ona. Akcja była wartka, bohater sympatyczny szkoda więc, że opowieść nie została dokończona. To bardzo dobry materiał na książkę do podróży zwłaszcza gdy wylot się opóźnia…

    Pozdrawiam,
    Len

  5. mak31 pisze:

    Panowie! Powieść w odcinkach ukazuje się cyklicznie! Proszę o dalszy ciąg!

Dodaj komentarz