Paragraf 2

– Sierżancie, przecież dzielnicowy cały dzień walczy z młokosami, którzy z procesji robią sobie kolejną „kolorową manifę” – powiedział Hal, ze zdumieniem w głosie.

– No to ty się tym zajmij – odburknął Szulc i skierował się w miejsce gdzie wcześniej wisiał denat.

Na miejscu zbrodni tępym wzrokiem Szulc przyglądał się drzewu, na którym wcześniej wisiał trup i zastanawiał się, dlaczego policjanci tak bardzo lubią kawę i pączki. Przysiadł na pobliskiej ławce i jego oczom ukazało się drzewo, którego widok od razu postawił go na nogi. To było drzewo, na którym wisiał trup. Nie było to zwykłe drzewo, a jedyna w okolicy płacząca wierzba. Konar, na którym wisiał trup miał kształt położonej litery S.

Szulc nie wiedział dlaczego, ale zapisał to w swoim kajecie i ruszył w stronę parkingu, gdyż uznał, że nic więcej tutaj nie znajdzie. Nie mógł jednak zapomnieć o literze S, gdyż ciągle odwarcał się w stronę drzewa.


Od redaktora:
Witam! Lato gorące, parne i senne, ale dobrze, by ruszyć z akcją do przodu. Pomyślcie o tym! Opuszczamy chyba Park Skaryszewski, bo trudno tam coś znaleźć. Pozdrówka dla wszystkich! I jeszcze dwa komentarze: pierwszy do wpisu colombo (nr 9) – fajne, ale chcielibyśmy uniknąć natłoku warszawskich realiów, by dać szansę też tym z Was, którzy nie znają topografii stolicy. Drugi – do wpisu Iwony (nr 2): pomysł fajny (Vulnerat omnes…), może do niego wrócimy. I dzięki, że Wam się chce!

Autorem wybranego przez nas fragmentu jest Czytelnik o nicku Rafał.

Wpis “Paragraf 2” skomentowano 9 razy

  1. Do Redaktora pisze:

    Myślę, że dobrze by było łączyć powstającą powieść w całość, myślę, że zdecydowanie łatwiej będzie wtedy pisać i w razie czego wracać do poprzednich wątków. Kiedy będzie to na jednej stronie będzie zdecydowanie łatwiej. 🙂

  2. Andre pisze:

    Szulc przystanął przy okolicznej budce i kupił sobie zimnego seven upa. Sączył powoli tonik pozwalając by chłod rozlał się po całym ciele. Ta sprawa była dziwna. To „S” było tak samo niewiele znaczące co, przyjmijmy, zawartość filtra w basenie. A jednak, gdyby w basenie ktoś by utonął – filt sprawdzono by jako jedno z pierwszych miejsc. Opierając się o parapecik budki Szulc stał i rozmyślał. Nagle usłyszał kroki. Ktoś biegł. Spojrzał w stronę tupotu. W chmarze kurzu pędził tam nijaki młodzieniec w kiczowatej, zielonej kurtce. Szulc uśmiechnął się.
    – „Do mnie toto idzie?” – pomyślał.

    Młodzieniec zatrzymał się. Przez chwilkę próbował złapać dech, podniósł palec do góry nakazując przyszłemu rozmówcy uwolnić z siebie odrobinę cierpliwości. Szulc spojrzał na plecy chłopca i uśmiechnął się szeroko.
    – ?Czegóż to on ode mnie może chcieć?? pomyślał.
    – Prosze pana – zaczął młody – pan jest z policji?
    – Tak chłopcze, w czym ci pomóc?
    – Tam, na drzewie, widział pan trupa?
    – Właśnie z tego powodu tu jestem.
    – Prosze pana, ja go znam, znałem!
    Szulc spochmurniał lekko rozumiejąc, że nie ma szans na dokończenie sjesty z tonikiem. Wyjął notes.
    – Więc, co wiesz?

  3. Iwona pisze:

    Na parkingu czekała już na niego prokurator Skalska, najbardziej dociekliwa i nieugięta kobieta, jaką w życiu poznał. Już z daleka widział jej ironiczny uśmieszek i błyszczące, jasnoniebieskie oczy, które gdyby mogły zabijałby go na miejscu. Szulc nie miał dobrych wspomnień z współpracy ze Skalską. Zawsze było jej pełno, zadawała tysiące pytań, żądała wyjaśnień i raportów, wszystko na piśnie, zgodnie z regulaminem, niepoprawna formalistka. Swoim zachowaniem drażniła wszystko i wszystkich, ale w karierze nie przegrała jeszcze nigdy i chyba, dlatego przydzielano ją do najtrudniejszych spraw, wydawałoby się nie do udowodnienia, nie do wygrania, a jednak po każdej rozprawie, to ona triumfowała.
    – Dzień dobry nadinspektorze Szulc – uśmiechnęła się Skalska.
    – Jak dla kogo – odburknął chłodno.
    Kobieta popatrzyła wymownie na kartki, które trzymał w ręku. Nadinspetor zauważył to i szybko wrzucił je do samochodu, odwrócił się w jej stronę.
    – To moje przemyślenia, pani wybaczy – zmarszczył brwi – śpieszę się.
    – Domyślam się – odparła Skalska – śpieszymy się oboje.
    Szulc zerknął na nią podejrzanie, nie lubił jej, ale między nimi była jakaś niewidzialna nić porozumienia. Potrafił odgadnąć jej myśli, przewidzieć jaki będzie jej następny ruch, ale ta magia działała w obie strony, bo i ona nigdy nie myliła się co do jego zamysłów.
    – Dobra, masz coś dla mnie? – zapytał.
    Skalska skierowała się w kierunku drzwi od strony pasażera, chwyciła za klamkę i zapytała niecierpliwie:
    – To jak chcesz porozmawiać z tym włóczęgom?
    Mamy świadka, ucieszył się Szulc, jego samopoczucie w sekundzie się poprawiło. Z zapałem wskoczył do samochodu, uruchomił silnik i ruszyli ul. W. Wierzynka. W tym czasie pani prokurator przeglądała jego notatki.
    – Obcym wstęp wzbroniony – mruknęła pod nosem i spojrzała w okno. – Wolę napis „wstęp wzbroniony”, niż „wejścia nie ma”.

  4. jesień pisze:

    Po powrocie do komendy Szulc zabrał się za przeglądanie zebranych materiałów. Nie było tego dużo. Nie dawało mu spokoju przeczucie, że ofiary nie są przypadkowe. Najważniejsze było teraz ustalenie tożsamości zamordowanych. Z pierwszą ofiarą nie udało się to do dzisiaj. Żadnych zgłoszeń zaginięcia osób podobnych do denata. Badanie odcisków palców też niczego nie wniosło, posiadana baza danych była jeszcze zbyt skromna. Jedyne co dawało teraz pewną szansę to ubranie dzisiejszej ofiary. Miało wszytą metkę pralni chemicznej,
    z której widocznie denat często korzystał.
    Sięgnął po słuchawkę ? niech się u mnie zamelduje Radwański. Po chwili w drzwiach pojawił się młody chłopak – nadinspektor mnie wzywał – zapytał
    Tak, pojedziesz pod ten adres ? podana kartka zaczęła wilgotnieć od potu. Upał stawał się niemiłosierny, przez otwarte okna nie wpadał żaden powiew ? zabierzesz z laboratorium spodnie denata z parku Skaryszewskiego. Mam nadzieję, że już skończyli analizę. Spróbujesz się dowiedzieć, czy pracownicy pralni nie skojarzą właściciela tych spodni. Spróbuj z nich coś wycisnąć – Szulc wiedział, że Radwański dobrze nadaje się do tej roboty. Jest bystry i pomimo młodego wieku cierpliwy.

  5. Szkarłatne_Bibu pisze:

    Gdy dojechał do komendy, nękany uporczywą myślą o owym konarze w kształcie „s”, natłok domysłów w jego głowie zdążył zaowocować nieprzyjemnym uczuciem mętliku. Szulc z żalem wspomniał intelektualnie relaksujące rozważania o pączkach i kawie i, usadowiwszy się w fotelu za biurkiem w swoim gabinecie, na nowo rozpoczął gruntowną analizę faktów. „Wstęp wzbroniony… Przy obu ofiarach… Jako sygnał dla policji?… może dla samych ofiar? I to „s” przy drugim morderstwie…” – Szulc, zmarszczywszy brwi, sięgnął pamięcią ku poprzedniemu morderstwu. Wtedy ofiara wisiała na rozłożystej lipie, niewykluczone, że gałęzie, spośród których jedna utrzymywała ciało, układały się w „w”, co umknęło uwadze policjantów. Być może następny zamordowany zawiśnie na drzewie o kształcie „t”, i tak dalej, aż tajemniczy napis – „wstęp wzbroniony” powstanie na nowo na wyższym pułapie, utrwalony świadectwem milczących, nieruchomych pomników zbrodni. W ten sposób treść napisu byłaby makabryczną kpiną pewnego siebie psychopaty, misternym spoiwem chorego systemu stworzonego przez maniaka.
    Dzwonek telefonu wyrwał Szulca z rozmyślań. „Chyba trochę się zapędziłem” – pomyślał, podnosząc słuchawkę do ucha.
    – Panie nadinspektorze! – z słuchawki dobiegł głos aspiranta Hala – chyba coś mam! Jakieś dzieciaki, których rodziców nie nazwałbym odpowiedzialnymi, bawiły się w nocy w wywoływanie duchów w parku i mówią, że widziały jakiegoś faceta.
    – Świetnie – uśmiechnął się Szulc.
    – Idę z nimi teraz – kontynuował aspirant – podobno wiedzą, gdzie ten gość mieszka. Trudno się z nimi dogadać, nie umieją go opisać, może to denat, a może mamy świadka. A może… Oj, kurczę, zaraz mi się wyładuje… Będę kończył…
    – Gdzie pan teraz jest? – zapytał Szulc.
    – Zadzwonię do pana potem. – rzucił aspirant Hal i rozłączył się.

  6. podwiązka pisze:

    Nagle coś go tknęło…Był już prawie przy swoim starym polonezie, ale coś kazało mu przystanąć i po raz ostatni zerknąć w kierunku tego przeklętego drzewa. Co jest z nim nie tak? I gdzie już coś takiego widział?
    W takich momentach najbardziej brakowało mu papierosa. Za starych, dobrych czasów, kiedy jeszcze mógł pozwolić sobie na jakikolwiek nałóg, wyciągnąłby zmiętą paczkę papierosów, zamaszystym ruchem dłoni odpalił zapałkę a potem długo i powoli wydmuchiwał dym. Najlepiej nosem. Tak lubił najbardziej. Tak robili jego wszyscy ulubieni bohaterowie z amerykańskich filmów o dobrych i złych policjantach. Zawsze w takiej sytuacji wyobrażał sobie, że za chwilę spadnie deszcz, a on ma na sobie tylko cienki prochowiec i tego jednego, jedynego papierosa…
    Tym razem jednak, zamiast paczki Sportów, wyciągnął telefon. Do Hala, który zbliżał się właśnie w jego stronę, dotarły już tylko strzępki rozmowy.
    – Tak, tej ostatniej ofiary też. Jak będę w biurze, chcę mieć te zdjęcia na biurku.
    Hal przystanął zdziwiony.
    – Co jest, szefie?
    Szulc odwrócił się gwałtownie w jego stronę i skinął głową w kierunku auta. Kilka sekund później pędzili już w kierunku posterunku.

  7. Nowa pisze:

    Obcym wstęp wzbroniony…mógłby pomyśleć, że to Helena…znow przecież powiesila na drzwiach ich sypialni te idiotyczną kartkę wyrwaną ze starego zeszytu w kratkę…to by było za łatwe…leniwie,bo godzina była nie dla ludzi, przemknęło mu przez głowę…no i komputer…przecież nie umie go obsługiwać.
    Trzeba pogadać z tymi z laboratorium czy są juz jakieś wyniki-myślał Szulc, skręcając granatowym oplem przed komisariat…i znów żadnych dokumentów…i tak jak poprzednio pewnie nikt nie zgłosił zaginięcia, pomyślał z niećhęcią.
    Wysiadł i zmęczonym krokiem zaczął wchodzić po schodach.
    Obcym…dla kogo? Dla trupa? Dla mordercy? Kołatało mu gdzieś w zakamarkach nie do końca rozbudzonej głowy.
    Czy Helena by zgłosiła zaginięcie jak by nie wrócił, nie zadzwonił ?
    Dzień dobry panie nadinspektorze! – wyrwał go z zamyślenia radosny glos.

  8. Mroczna_kapota7 pisze:

    Szeroka tarcza gazety stanowiła skuteczną ochronę przed niechcianym wzrokiem, a dyskretnie uchylana pozwalała niepostrzeżenie obserwować wydarzenia rozgrywające się 150 metrów dalej, na skraju parku. Przysadzisty, spocony policjant wsiadający w oddali do samochodu nie robił wrażenia groźnego rywala, przeciwnie, emanowało od niego zmęczenie i pewna ospałość. Zapewne jednak był godny, skoro to właśnie jemu polecone zostało działanie na szkodę dzieła. Pewne ścieżki splatają się nieprzypadkowo. Tak i pewne siły ścierają się w pozornym chaosie, aby, zdeterminowane dążnością ich domeny, złożyć się na twór o wyższej, niż one, doniosłości. Dzieło miało się zrealizować, a przeciwności, wzburzające proces twórczy, mogły jedynie przyczynić więcej chwały jego sługom. Policjant odjechał, nieświadom tego, jak blisko znajdował się cel jego poszukiwań. Łyk wody w wyschnięte gardło pozwolił zaspokoić doraźne pragnienie. Z wyższymi należało zaczekać jeszcze kilka dni, do następnej bezgwiezdnej nocy, w wyludnionym parku. Ostatnie spojrzenie na drzewo z konarem w kształcie „s”. uśmiech. I przyjemny ciężar sznura spoczywającego cierpliwie w plecaku.

  9. rgs pisze:

    Panie Redaktor, Pan sie obudz bo Panu tekst podupada.

    Zdanie po zdaniu „w miejscu” i „na miejscu”.
    W następujących po sobie po kolei: „wcześniej wisiał denat”, potem „wcześniej wisiał trup”, znowuż „którym wisiał trup” i na koniec „którym wisiał trup”.

    W zdaniach po sobie następujących także nie użyłbym powtórzenia. Zamiast ciągle drzewo napiszcie, że wisiał na przerośniętym grzybku halucynogennym. Albo może, że jak pewien frontman, na palmie się zabawiał…
    Jeśli coś ma kształt litery S, to niech ma ten kształt raz. Przeciez za moment może być już esowato wygięte.

    Przypominam nie wtajemniczonym – redaktor, to taki ktoś, kto zajmuje się redakcją tekstu.
    A wtajemniczonym dam później okazję odwetu ;]

    Rafał.

Dodaj komentarz