Paragraf 9

Raport z sekcji miał 5 stron. Szulc przejrzał je pobieżnie, starając się zrozumieć medyczny żargon. Nie wyszło. Nie o tej porze. Podniósł słuchawkę i wybrał numer policyjnej kostnicy. Po dwóch dzwonkach ktoś odebrał.

– Charonkiewicz, z Piekielnej Czeluści – głos był niski i chrapliwy. – Do usług.
– Heniu? Tu Szulc.
– Ah, pan nadinspektor. Spodziewałem się telefonu, nie ukrywam.

Nuta rozbawienia w głosie koronera podrażniła Szulca.

– Ja też nie. Nauczcie się pisać zwięźle i zrozumiale, to nie będzie sprawy. Jednym zdaniem najlepiej. Znalazłeś coś?

W słuchawce zaszeleściły przerzucane kartki.

– Facet jest czysty, żadnych śladów napaści, żadnych ran. Ale? – Szulc spodziewał się, że będzie jakieś „ale”. Miał nadzieję, ze będzie. – W jakie ustnej i we krwi znaleźliśmy ślady salmeterolu.
– Co to za świństwo? – spytał Szulc. – Trucizna?
– Nie. Lek. Rozszerza oskrzela i zapobiega obturacji.

Szulc wolną dłonią potarł czoło.

– Słuchaj, Heniu. Naprawdę mów do mnie po polsku.

W słuchawce dało się słyszeć parsknięcie.

– Wasz wisielec ze Skaryszewskiego był astmatykiem.

Dłoń pocierająca czoło zatrzymała się w pół ruchu.

– I to jest ważne? – zapytał w końcu.
– Jest. Zgon nastąpił o 2 nad ranem. A według badania krwi ostatnią dawkę leku denat przyjął około południa.
– No i? – Szulc uderzył się kilka razy w policzek otwartą dłonią. Pomogło. – Za długo?
– Niby nie. Ale jeśli w międzyczaseie uprawiał sport lub zmęczył się w inny sposób i nie ponowił dawki, mogło sie skończyć w ten właśnie sposób.
– Jaki? Że ktoś go powiesił na wierzbie?
– Nie. Że doszło do zwężenia oskrzeli i zmniejszenia przepływu powietrza. Według nas wasz wisielec sam się udusił, bo nie wziął leku.

Umysł Szulca wskoczył na najwyższe obroty.

– To jest możliwe?
– Zdarza się. Człowiek zapomina o najważniejszych rzeczach. A jeśli dorwał jeszcze jakąś panienkę, to na pewno czym innym się zajmował, nie myśleniem o lekarstwach.
– A dorwał? – Szulc spytał z nadzieją.
– Nic na to nie wskazuje. Ale mógł się umyć, przebrać i jeszcze przejechać całe miasto. Mówiłem, w grę wchodzi niemal pół dnia.
– Dzięki, Heniu.
– Do usług, inspektorze.

Szulc juz wkładał płaszcz, gdy do pokoju jak burza wpadł Klepka.

– Szefie! – Muł dłuższą chwilę łapał oddech. – Znaleźliśmy trzeciego?
 
 
Autorem wybranego przez nas fragmentu jest Czytelnik o nicku Geralcik.
  
 
 
Od Redaktora:

Wpisy fajne, tylko że strasznie długie. Błagamy, opamiętajcie się (nieco). Szczególne pozdrowienia dla autorki o nicku Cintryjka za zakład pogrzebowy „Rzuć obola” oraz taniec z trupem w prosektorium. Ogólnie jesteśmy pod wrażeniem wiedzy z dziedziny anatomopatologii. Piszcie, następny kontakt w środę.

PS. Jak tak popatrzeć na całość – to uzbierało się już co nieco!

Wpis “Paragraf 9” skomentowano 9 razy

  1. Cintryjka pisze:

    To przez ten upał takie makabry do głowy przychodzą:)

  2. Lis pisze:

    Gdy Szulc i Klepka dojechali na miejsce zbrodni, lekarz sądowy właśnie kończył oględziny. Muł natychmiast poszedł dowiedzieć się więcej szczegółów z morderstwa. Szulc zauważył dziwną rzecz, którą właśnie skończyli zabezpieczać technicy. Kartka z napisem ?OBCYM WSTĘP WZBRONIONY? leżała nie przypięta do ciała, jak przy poprzednich morderstwach, ale leżała pomięta na trawniku. Od techników dowiedział się, że na pewno nie odpadła z ciała. Zajęty rozmową nie zauważył jak podszedł do niego Klepka z jakimś Niskiem, nieogolonym człowieczkiem.
    – Nadinspektorze, ten człowiek znalazł ciało ? zwrócił się do Szulca.
    – Proszę opowiedzieć, co się stało ? spytał Nadinspektor rzeczowym tonem.
    – No idę sobie alejką tutaj i nagle patrzę, o ktoś tutaj dynda. A tam dalej jakiś inny koleś ucieka i coś jeszcze wywala na trawę. ? powiedział człowieczek.
    – I co pan zrobił?
    – No próbowałem tamtego ściągnąć z drzewa.
    – I?
    – I się gałąź załamała, i zleciał na mnie. No to korzystając z okazji sprawdziłem czy żyje. Ale nie żył
    – To wszystko? ? mruknął Szulc
    – Tak. Mogę już sobie iść?
    – Może pan tylko proszę przyjść na komendę żeby spisać zeznanie.
    Kiedy świadek oddalił się na odległość, z której nie mógł nic usłyszeć Szulc spytał Klepkę:
    – Lekarze mu coś dali na uspokojenie?
    – Nie.
    – On coś dziwnie spokojny i rozluźniony. Co o nim wiesz?
    Muł wyciągnął notes i zaczął czytać:
    – Marian Mościński, lat 46, kawaler. Reszty nie sprawdziłem.
    – A szkoda ? mruknął Szulc, i ruszył w stronę wyjścia z parku gdzie już czekała na niego prokurator Skalska.

  3. Iwona pisze:

    Szulc zastygł w miejscu.
    – A właściwie trzecią – poprawił się Klepka. – To kobieta.
    – Wspaniale – szepną z ironią nadinspektor. – To jedziemy.
    – To… to Skalska jest – wydusił z siebie Muł.
    – Kiepski żart Klepka! – Zezłościł się Szulc.
    – Kiedy to nie żarty.
    Serce zaczęło mu szybciej pracować, na czole pojawiły się kropelki potu. Stał, trzymając w ręce telefon, z wykręconym numerem, właśnie do pani prokurator, co zrobił przed wejściem Klepki. W słuchawce dało się usłyszeć ciche: „Tu Skalska, nie mogę odebrać, zostaw wiadomość.”
    – Dobrze się czujesz? – zapytał niepewnie Muł.
    – A jak mam się do cholery czuć? – wybuchł Szulc. – Mamy trzeciego trupa, do tego prokuratora, brak danych na temat poprzednich dwóch i żadnego tropu, tylko poszlaki. Jak w tej sytuacji mam się czuć?
    Muł wolał nie drążyć tematu. Spuścił głowę, obrócił się na pięcie i wyszedł. Gdy tylko opuścił biuro, Szulc nie wytrzymał, złapał za kubek do kawy i z całym impetem rzucił min o ścianę. Szczątki porcelany rozsypały się na podłodze, jak rozsypuje się kruche życie człowieka.
    W drodze do parku Wolskiego Szulc prawie się nie odzywał. Siedział zamyślony, patrzył przed siebie i odpalał jednego papierosa od drugiego. Klepka spoglądał na niego od czasu do czasu, a od nadmiaru dymu tytoniowego robiło mu się niedobrze.
    – Mógłbyś otworzyć okno? Przecież się tu udusimy!
    Szulc nic nie odpowiedział tylko pokręcił rączką na drzwiach i do samochodu wleciał podmuch ciepłego powietrza.
    Kiedy dotarli na miejsce, robiło się już ciemno. Niestety było jeszcze zbyt jasno, by Szulc nie widział opuchniętego i zmasakrowanego ciała Skalskiej. Odwrócił wzrok i przywołał do siebie Bogusia.
    – Co dla mnie masz?
    – Niewiele. Strzał w głowę, z bliskiej odległości. Potem ją powiesił, powiesiła lub powiesili. Jak widać nieźle sobie też na niej poużywali, liczne rany cięte i podejrzenie gwałtu.
    – Kiedy to miało miejsce?
    – Nie wiem, to ustali sekcja zwłok, ale moim zdaniem niedawno. A tu wisi od jakiś dwóch godzin.
    – Jest kartka? – zapytał zrezygnowany.
    – Jest. – Przytaknął Sztyc. – I jest jeszcze coś.
    – Co?
    – Zgadnij, kto ją znalazł?
    – Nie mam ochoty na zgadywanki, Boguś! – Zirytował się nadinspektor.
    – Włóczęga.
    – Ten sam? – zapytała z niedowierzaniem Szulc.
    – Ten sam.

  4. kpt. Gołaszewski pisze:

    Są dni, w których może zdarzyć się wszystko; w środku najbardziej upalnego lipca spada śnieg, pokrywając wszystko swą nieskazitelną bielą niczym lukier na pączkach; kobiety zachodzą w ciąże bez wyraźnego powodu, a koguty przestają oznajmiać, że nadchodzi nowy dzień. Szulc nienawidził tej pory i gdyby tylko mógł unikałby jej, zaszywając się w jakiejś odludnej chatce położonej wśród dziewiczych puszcz Bieszczad.
    Teraz, gdy stał, wpatrując się w zielonkawą toń stawu, w której ginęły dogasające promienie dzisiejszego słońca, pomyślał, że właśnie nadszedł ten dzień.
    – I co wymyśliłeś już coś?- zapytał Profesor, zatrzymując się tuż za Szulcem niczym dyskretny tłumacz.- Koleś się trochę wycwanił, zmienił styl walki.- wykonał dziwny ruch, jakby usiłował naśladować boksera na ringu.
    – Wycwanił? Niby dlaczego?
    – No, wiesz, woda zaciera ślady. Ciało się zmienia, potem trudniej o rzetelną identyfikację.
    Szulc cmoknął i przejechał dłonią po policzku, jakby sprawdzając czy pojawił się na nim świeży zarost.
    – Niby tak, ale…A, sam nie wiem- machnął ręką.- Lepiej powiedz, co tam zapisałeś w raporcie.
    Zza drzewa wyłoniły się brązowe kaczki, zatoczyły koło w powietrzu i łagodnie opadły na powierzchnię stawu, zagłuszając wszystko inne dźwiękiem, jaki dobywał się z ich dziobów.
    – Nic, czego byś nie wiedział. Miejsce, wiadomo, Park Moczydło. Kobieta. Ciało znaleziono około osiemnastej w jednym ze stawów, na szyi gruba lina z kamieniem na końcu. No, i nasza karteczka z napisem takim, jak w innych u reszty.
    Szulc wbił ręce głęboko w kieszenie i zbliżył się do brzegu. Kucnął, wziął do ręki płaski kamień i rzucił go w stronę stawu.
    – Dlaczego wsadził ją do wody? Po co mu była ta cholerna woda? Płetwonurek coś znalazł?
    Profesor uśmiechnął się ironicznie.
    – Nic, oprócz ciała. Ty mi lepiej powiedz, po co była ta pętla, skoro później wsadził tę kobitę do wody. No i dlaczego kobieta?
    Szulc odwrócił się plecami do wody i spojrzał na Profesora.
    – Muł powiedział, że wpadł na doskonały pomysł i mówi, że coś w tym na pewno jest.- powiedział Profesor z trudem powstrzymując śmiech.
    – O wilku mowa.- rzekł Szulc, kiedy dostrzegł Klepkę lawirującego między drzewami. Twarz pokrywał mu rumieniec, powoli opanowujący także czubki jego szpiczastych uszu.
    – Chłopaki, zobaczcie, co mam- wydyszał, wręczając im trzy zdjęcia, przedstawiające pętle, które wcześniej znajdowały się na szyjach ofiar.
    – No, co? Zdjęcia.
    – Tak zdjęcia, ale patrzcie.- Profesor spojrzał na Szulca uśmiechając się półgębkiem. Ten odpowiedział mu mrugnięciem.- Na pierwszym i drugim jest zupełnie inna lina i węzeł niż na tym dzisiejszym. To mi się kojarzy z taką książką, co ostatnio czytałem. Akcja się dzieje w Norwegii, czy gdzieś tam na północy.
    – Książkę czytałeś, mówisz?- powiedział Profesor
    – No tak, można było razem z ?Polityką? kupić, to sobie kupiłem.
    – ?Politykę? czytasz?- rzekł Szulc.
    Rumieniec na twarzy Muła począł wpadać w głęboki szkarłat.
    – Może coś w tym jest. A, właśnie sprawdź w kartotekach, czy była już kiedyś podobna sytuacja. Kartki, parki, powie…
    Dźwięk telefonu Szulca przerwał Profesorowi. Nadinspektor odebrał, mruknął coś kilka razy i schował słuchawkę do kieszeni
    – Podobno mają jakiegoś dziwnego gościa. Pałętał się w okolicy, więc go zgarnęli. I…ten. Powiedział, że chce rozmawiać tylko z Bogusławem Sztycem.

  5. Piter pisze:

    – Kurwa! – Szulc zaklął, ale jakby bez przekonania ? Mów!
    – Staromiejska 26/14, Znojek Tadeusz, mężczyzna, biały, lat 46 ? Muł wyrecytował jak z karabinu.
    – Jedziemy! – w Szulca nagle wstąpiło życie.
    Wyskoczyli na kogucie. Muł uwielbiał taką jazdę; niczym ułan na białym koniu pędził niebieskim polonezem, a wszyscy wokół oglądali się z podziwem. Wpadli na 3 piętro zziajani, a w drzwiach powitał ich lament.
    – Tadzik, mój Tadzik, gdzie on?
    – Gdzie on? – Szulcowi w upale nic innego nie przyszło do głowy.
    – Zabrały, pawulony go zabrały! ? lamentowała kobieta.
    – Trupa? – Muł nie od razu zajarzył.
    – Nie żyjeeeee!!! Zawyła kobieta, a Szulc pociągnął Muła do samochodu. – Na Szpitalną! – zawołał.
    – Szefie – zdezorienowany Muł patrzył jak zraniona łania – to gdzie?
    – Na pogotowie, durniu!
    Wpadli na izbę po niecałym kwadransie. Szulc złapał pielęgniarkę i wychrypiał: – Znojek??
    – Nie, Nowakowska – odpowiedziała zdziwiona. Szulc czuł, jak krew uderza mu do głowy. Zamknął oczy, dwa razy głęboko odetchnął i powtórzył: – Znojka macie??
    – A tak, leży na trójce
    – Muł, waruj! Szulc zapomniał, że miał tak nie mówić do podwładnych, ale w stresie obaj nie zwrócili na to uwagi. – Gdzie dyżurny?
    – W dyżurce – pielęgniarka spojrzała na nich jak na idiotów – a niby gdzie ma być?
    Szulc wszedł do dyżurki i krótko wyjaśnił sprawę
    – Doktorze, co ze Znojkiem? Będzie żył?
    – Będzie, ale co to za życie – westchnął lekarz filozoficznie – Biedna rodzina…
    – Kiedy możemy z nim porozmawiać? – Szulc przeszedł do konkretów.
    – W tym stanie, to najwcześniej jutro. A co z listem??
    – Listem? Jakim listem? – Szulc poczuł, jak zimna pięść zaciska mu się wokół serca
    – Ten kretyn zostawił list – Lekarz podał Szulcowi brudnawą kartkę papieru uśmiechając się ironicznie.
    ” Droga cureczko i ty moja rzono bym chciał was pszeprosić za to szystko co zeście zemną miały..” Szulc zaczął czytać zdziwiony – Doktorze, co mu sie właściwie stało?
    – No cóż – lekarz uśmiechnął się niewesoło – pan Znojek w pijanym widzie zapragnął zakończyć swój znojny żywot i postanowił się powiesić. Założył więc sobie pętlę na szyję, napisał list pożegnalny, a dla kurażu łyknął zapewne ostatniego kielonka. Po czym zasnął. I tak właśnie znalazła go jego biedna żona…
    Szulc poczuł, że słabnie.
    – Źle sie pan czuje? – zatroskał sie lekarz, widząc bladość Szulca
    – Nie, nie.. To tylko ten upał. I przemęczenie – wyszeptał Szulc. Zaraz mi przejdzie.
    – Siostro, proszę zmierzyć panu porucznikowi ciśnienie – zaordynował lekarz
    Na widok Nowakowskiej Szulc poczuł, że sie czerwieni
    – 120/70, doktorze.
    – Dziękuję, siostro – powiedział lekarz. – A wie pan – ciągnął, gdy pielęgniarka wyszła – mnie też na jej widok od razu lepiej. I pacjenci jacyś tacy… bardziej szarmanccy.
    – Bardzo dziekuję za pomoc, doktorze. I przyślę kogoś po list – Szulc nie rozwijał tematu. Sam kiedyś omal nie dostał się na medycynę. Może to był błąd, że nie spróbował jeszcze raz?
    Widok Muła przywrócił go do rzeczywistości. Na komendę wracali w milczeniu.

  6. Cintryjka pisze:

    A raczej trzecią. Tym razem mieli bowiem do czynienia z denatką, choć na pierwszy rzut oka trudno było to ustalić. Zwłoki zostały makabrycznie zmasakrowane. Szulc wolałby się nie zastawiać, czym. Niestety, musiał.
    – Maczetą? ? zasugerował Klepka, któremu, widać, z powodu upałów zaczęło się wydawać, że mieszka w Afryce. Czy gdzie tam rośnie ten cholerny busz.
    – Siekiera? ? Profesor, skupiony na przeglądaniu zdjęć, automatycznie zignorował wypowiedź współpracownika.
    – Motyka, piłka , szklanka, a na ulicy pewnie trwa kolejna łapanka! ? zirytował się Szulc.
    – Przynajmniej ta na pewno sama się nie zabiła ? zauważył Muł, gdyż nawet jemu raz na jakiś czas udawało się powiedzieć coś do rzeczy.
    – Świetnie, można zatem wykluczyć serię rytualnych samobójstw będących implikacją niezwykłej konstelacji gwiazd ? stwierdził Boguś Sztyc, bynajmniej nie wyglądając na ucieszonego.
    Zanosiło się na to, że przesiedzą ponuro kolejny cenny kwadrans. Niespodziewanie jednak drzwi ich pomieszczenia służbowego ( określenie biuro do tej klitki nie pasowało ) uchyliły się i do środka wsunęła się prokurator Skalska. Było to wejście, jak na nią, zdecydowanie nietypowe. Szulc rzucił jej spojrzenie, które było bardziej wymowne niż wszelkie ?Masz coś?? czy ?Co jest??. Domyślał się, czemu tak nagle spokorniała. Pewnie dostała opeer z góry za brak efektów. Po tak makabrycznym morderstwie nie zdołają dłużej utrzymać serii w tajemnicy. To oznaczało panikę, a ta nikomu nie była na rękę. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, na topie znalazła się skuteczna i bezwzględna walka z przestępczością, zatem wszelkie stołki, które jeszcze niedawno wydawały się stabilne, jak te w Prokuraturze Krajowej, nagle zaczęły zdradzać niepokojącą chwiejność.
    – Byłam u Generalnego.
    Profesor cmoknął współczująco, Szulc powstrzymał się od komentarza, za to Muł, kompletnie pozbawiony instynktu samozachowawczego, mruknął:
    – Do wesela się zagoi.
    – Nie wszystko ? odparła Skalska bez uśmiechu ? To moja siostrzenica.
    – O Boże!
    – Moje kondolencje!
    – Odsuną cię!
    Powiedzieli równocześnie Klepka, Sztyc i Szulc.

  7. GOWIN KONRAD pisze:

    Trzeci trup w ciągu tak krótkiego czasu. Tego Szulc miał już dosyć. Czuł jak zaczyna gotować się w nim krew. Nie wiedział co to ma znaczyć trzy trupy. Wszyscy zabici w ten sam sposób. Nadinspektor zastanawiał się czy będą następne ofiary, czy mają one ze sobą coś wspólnego?
    – Kolejny trup. Tym razem jest to osoba niepełnoletnia. Chłopiec, na oko 12-13 lat.- wydusił z siebie Klepka.
    -Tego już za wiele. Morderca zabija nawet dzieci!
    Zdenerwowanie Szulca sięgało już apogeum.Wiedział, że musi coś zrobić aby zapobiec kolejnym zbrodniom. Nie wiedział tylko co.

  8. Geralcik pisze:

    – Gdzie?
    Klepka zawahał się.
    – Wisi na Moście Augustowskim. Jak upiorne bungee.
    Szulc zmełł w ustach przekleństwo.
    – A gdzie Profesor?
    – Właśnie tam jedzie.
    – Zawróć go. Ma tu być za 5 minut. – Szulc już układał w głowie plan na następne godziny. – Cholera jasna! Powiedz Bogusiowi, że ma zebrać wszystko co wiemy o całej trójce. Wszystko! Pomożesz mu. Walnijcie to na ścianę w biurze. Po amerykańsku. Cokolwiek ich łączy, numer buta, pasta do zębów, cokolwiek, macie to znaleźć. Jak nie dacie sobie z czymś rady, to wiesz po kogo dzwonić.
    Klepka, który już wybierał numer Profesora, podniósł niepewnie głowę.
    – Jesteś pewien, Szefie?
    – Tak, kurwa, jestem! Nikt się na tym nie zna tak jak ona. I nie obchodzi mnie, że jest na emeryturze. Nie pozwolę, żeby mi ktoś mordował ludzi w moim mieście.
    Trzasnęły zamykane drzwi.

    Most Augustowski był zabytkiem pierwszej klasy. Cudem architektury renesansowej. Cudem było, że wojnę przetrwał niemal nietknięty.
    Dla Szulca było to miejsce szczególne. W młodości często tam chodził. Z Nią. ?Gorszego miejsca nie mogłeś wybrać, kolego? pomyślał, gdy zatrzymywał samochód na parkingu w pobliżu Mostu. Augustowski był otwarty tylko dla pieszych.
    Szulc odebrał od jednego z policjantów wstępny raport. Wsadził go pod pachę i wszedł pod dach. Uczucie było niezwykłe, jakby nagle znalazł się w długiej na 200 metrów, wznoszącej się łagodnie nawie katedry. Szulc nie należał do ludzi religijnych. W każdym razie już nie. Ale potrafił docenić piękno budowli. A zniszczone przez wiatr i czas rzeźby spoglądały na niego pustym wzrokiem, gdy wspinał się powoli po łuku.
    Policjant stojący na szczycie przywitał go niedbałym salutem.
    – Ciężki dzień, co? Inspektorze? – powiedział, wskazując na gruby sznur przywiązany do jednego z filarów.
    Szulc podszedł do masywnej kamiennej poręczy i spojrzał w dół.
    – Ja nie miewam lekkich dni, Czubała.

  9. Steven King pisze:

    – Trupa?
    – Nie, no? Trzeciego do brydża. A właściwie to czwartego, licząc szefa. Już szef zapomniał? Dzisiaj czwartek.
    No tak! Co czwartek miał zwyczaj organizować swego rodzaju spotkania integracyjne dla zespołu. Dzisiaj nazwano by to ?team building?, ale poza budowaniem pozytywnych relacji między współpracownikami Szulc chciał zmusić Profesora i Muła do bardziej intensywnego wysiłku intelektualnego. Dzisiaj wypadło na brydża. No cóż, chyba im wszystkim należał się wypoczynek. A morderca? ?Pomyślę o tym jutro?- szybko usprawiedliwił się Szulc wzorem Scarlett O?Hary.
    Całe szczęście ktoś inny stał na straży. Skalska obiecała sobie, że nie zmruży oka póki nie odkryje tożsamości choćby jednej z ofiar. To było jedyne wyjście i klucz to rozwikłania tej zagadki. Jej upór i determinacja okazały się jak zwykle niezawodne. Już następnego ranka…

Dodaj komentarz