Paragraf 23

„Czemu ja na to wcześniej nie wpadłem?”, pochylony nad gazetą zastanawiał się Szulc. To było takie proste. Trzeci trup słynny na całą Polskę morderca, zabity. Wszyscy nim pogardzali, nienawidzili, ale tylko jedna osoba była gotowa na taki krok, tylko on. Szulc starał się przypomnieć tę sprawę. Kiedy 15 lat temu zapadł wyrok – zakład psychiatryczny, dla Nowickiego to był cios. Nie potrafił tego zrozumieć, dlaczego zakład? Dlaczego nie więzienie, dożywocie?
Szulc poznał Nowickiego 5 lat po śmierci jego córki, 11-letniej Ani. Mężczyzna był w bardzo złym stanie psychicznym. 1 czerwca 1991 wieczorem, kiedy znaleźli zwłoki jego jedynego dziecka, zawalił mu się cały świat, tego wieczoru stracił wszystko. Sylwia Szulc, psycholog, ulubiona studentka Zielińskiej, postanowiła pomóc zagubionemu ojcu dziewczynki powrócić na łono społeczeństwa. Odstąpiła mu mieszkanie w Katowicach, a sama wraz z mężem przeprowadziła się do Warszawy. Nowickiego odwiedzała regularnie co dwa tygodnie. Szulc często z nią jeździł, powoli przyzwyczajał się do obecności Zygmunta w ich życiu. Traktował go jak przyjaciela, jak brata.
3 lata temu, Sylwia wreszcie zaszła w ciążę, po długich staraniach o dziecko. Nowicki przyjechał do Warszawy odwiedzić ją. Wbrew obawom Sylwii Zygmunt ucieszył się, gratulował jej. Tego zimowego dnia wracali samochodem z gabinetu pani Szulc, Nowicki na zakręcie nie opanował pojazdu i ich Volkswagen Passat władował wprost na drzewie. Sylwia zginęła na miejscu, Zygmunt na długie tygodnie trafił do szpitala.
Szulc nie wiedział o dziecku, Sophie ubłagała lekarza, żeby mu nic nie mówił i tak wystarczająco cierpiał.
– Jedna śmierć to tragedia, milion – to statystyka, moje dziecko. – Powiedziała Sophie.
– Dlaczego ludzie umierają tak nagle, tak beznadziejnie, babciu? – spytała Marcelina.
– By inni zaczęli doceniać, to że jeszcze żyją? – popatrzyła na wnuczkę i pocałowała ją w policzek.

***

Musiała się stąd wydostać.
Ile już dni minęło, odkąd znalazła się w tej piwnicy, nie potrafiła zliczyć. A teraz jeszcze to, co z nią zrobił? Nie lubiła swojego daru, ale nauczyła się z nim żyć. Wiedziała też, że to co zobaczyła, nie musi okazać się prawdą. Nie musi. Ale jeśli nic nie zrobi, to może.
Podniosła się, opierając się o śliską ścianę. Zostawił ją w ciemności, odurzoną. Nie miała pojęcia kiedy wróci, by dalej prowadzić to? przesłuchanie. Żeby dowiedzieć się co zobaczyła. Może nie mieć za dużo czasu.
Klitka, jej więzienia, była pusta. Żadnych mebli, nawet śmiecia, tylko stare kamienie i pokruszone cegły. Mimo to zaczęła szukać czegoś co by jej pomogło. Czegokolwiek, żeby się stąd wydostać.
Ręce przesuwały się po ścianach szukając ratunku. W głowie dudnił ból. Nie pomagał, ale ponaglał.
W pierwszej chwili nie wiedziała na co trafiła. W szczelinie między cegłami wyczuła coś twardego. Żelazo. Obskubała grube kawałki zaprawy i chwyciła mocniej. Nie rura, raczej pręt. Ktoś musiał go tu zamurować dla wzmocnienia ściany. Na jej szczęście zrobił to niechlujnie. Spróbowała go wyszarpnąć. Poruszył się, ale nie puścił. Powiększyła dziurę, palcami łamiąc stare cegły. Nie zwracała uwagi na ból i przeciętą skórę. Strach dodawał jej sił. W każdej chwili mogły się otworzyć drzwi i jej wysiłek pójdzie na marne. Zaparła się nogą o mur i pociągnęła jeszcze raz.
Pręt wyrwał się ze ściany, a ona poleciała do tyłu, upadając ciężko na plecy.
Szpara pod drzwiami rozbłysła żółtym światłem, zagrzechotał zamek w drzwiach. Hałas musiał zwrócić jego uwagę. Nadchodził?
 
 
Autorami powyższych wpisów jest Iwona i Geralcik

Od Red.
Optymizmem powiało. Nie mówię o blogu, mówię o meczu 🙂
A tak a propos – czy nasi bohaterowie oglądają piłkę nożną, słuchają jakiejś muzyki itp. itd. Dajmy im też trochę ciała, oprócz bólu egzystencji…
Pozdrówka-m.
A Beenhakker ponoć pracuje na czarno…

Wpis “Paragraf 23” skomentowano 9 razy

  1. Iwona pisze:

    A propos meczu, to pełna optymizmu po pierwszej połowie zmieniłam program na ZDF, na którym nasi sąsiedzi zza Odry wygrywali już z San Marino 7:0, potem jeszcze 6 goli i Niemcy osiągnęły chyba najlepszy wynik eliminacji, chociaż kto wie? 13:0? Nawet nie chce zgadywać ile wygraliby, gdyby grali z naszymi „orłami”. 😛

    P.S. Zawsze to remis lepszy niż kolejna porażka. 🙂 Na następne mecze, jestem tak pełna optymizmu, że już ani krztyny więcej nie zmieszczę. 😛

  2. aselniczka pisze:

    Jejuśku, zamurowanie pręta dla wzmocnienia przeszło?? :O Wzmacniane ściany to tzw. żelbet i raczej się prętów nie wmurowuje po postawieniu ściany dla jej wzmocnienia 🙂 A jeśli żelbet, to musiała to być prawdziwa herod-baba, skoro udało jej się coś takiego wyciągnąć 🙂 Ostatnio trzech chłopaków – bynajmniej nie ułomków – usiłowało rozwalić w moim mieszkaniu pawlacz zbudowany z żelbetonu (nie wiem, kto wpadł na tak genialny pomysł..) i zajęło im to ładnych parę godzic. A ona sobie poradziła w kwadrans. Widać siły umysłu przekładają się na siły ciała 😀

  3. Geralcik pisze:

    A czy nie jest na to za późno, Szefie? Akcja przyspiesza, więc powinni raczej całkowicie poświęcić się rozwiązaniu zagadki (zagadek właściwie), o ile faktycznie swoją pracę traktują poważnie. Przynajmniej do czasu, aż znów osiągnie się punkt kulminacyjny i tempo spadnie. Tak myślę. Tyle, że sam się już trochę w tych wątkach pogubiłem, a założenia którymi kierują się niektórzy bohaterowie są dla mnie zupełną tajemnicą. Oprócz głównego bohatera i drugorzędnego (póki co) złoczyńcy, reszta postaci jest… taka sama? Fakt, trochę „ciała” się przyda, ale pytanie brzmi: w jaki sposób je dodać i kiedy? No i tyle…

  4. Geralcik pisze:

    A Beenhakker nie pracuje na czarno, tylko społecznie.

  5. Iwona pisze:

    – Czego się napijesz? – zapytała uprzejmie Skalska.
    Głos pani prokurator wyraźnie zmienił barwę od czasu ich ostatniej rozmowy.
    Szulc wracając z Katowic postanowił jeszcze zaczepić o swoje biuro. Późno wieczorem natkną się na nią w komisariacie, był już tak wykończony, że bez wahania przystaną na jej propozycje udania się do pobliskiego pubu na jakiegoś drinka. Pod wpływem alkoholu, trosk życia codziennego i fatalnego nastroju opowiedział jej praktycznie o całym swoim życiu, przypuszczeniach co do Nowickiego i dużo, za dużo więcej. Po kolejnym kieliszku wódki nie był już w stanie nawet zadzwonić po taksówkę. Skalska odwiozła go do domu i położyła do łóżka.
    – Co Ty tu robisz? – Szulc poczuł przeszywający ból w skroniach.
    – Kawy?
    – Poproszę. – Przetarł oczy i usiadł na rogu łóżka. W ustach czuł jeszcze smak papierosów, ciekawe ile wypali? Wstał i potoczył się do łazienki.
    Skalska nalała kawy, zabrała się za lekturę gazety codziennej i powoli raczyła się delikatnym smakiem świeżo zaparzonej kawy. Tymczasem Szulc doprowadził się do stanu użyteczności społecznej. Usiadł naprzeciwko niej.
    – Coś ciekawego?
    – To co zawsze… – odpowiedziała. – Nasza piękna polska rzeczywistość.
    – Piękna mówisz? – zainteresował się Szulc. – Teraz to może tak. Piękna kobieta siedzi w mojej kuchni, robi mi kawę i powstrzymuje się od wymówek na temat mojego żałosnego stanu upojenia alkoholowego. Życie rzeczywiście jest piękne.
    – Nie wiedziałam, że dostrzegasz we mnie oprócz zaciekłej i denerwującej pani prokurator, jeszcze piękną kobietę. – Uśmiechnęła się.
    – Bo nie dostrzegałem…
    Kiedy pół godziny później zbierali się do wyjścia, Szulc chwycił Sklaska za ramię i przyciągnął do sobie.
    – Może spróbujemy się zaprzyjaźnić? – Zapytał.
    – Może… – roześmiała się.

  6. Geralcik pisze:

    Do aselniczki:
    Jak by to powiedział Erast Pietrowicz Fandorin:
    Uwięziona nie miała pojęcia kto, kiedy i po co zamurował pręt. Snuła przypuszczenia – to raz. Sposób opowiadania nie wskazuje przecież, że jest wszystkowiedzącym narratorem – to dwa. Budownictwo jest stare, sypiące się, konstrukcja osłabiona – to trzy. Ktokolwiek użył żelastwo, zrobił to niechlujnie – to cztery. Fikcja literacka pozwala nawet na większe cuda – to pięć 🙂 I tyle…

  7. Geralcik pisze:

    – Nie mam pojęcia kiedy… Dziś chyba nie bardzo… Słuchaj, wiedziałaś dobrze, że… Wiem. I powiedziałem już. Ale nic nie mogę z tym zrobić. Nie dziś… Tak… Tak… Pa.
    Klepka odłożył słuchawkę, ale jeszcze przez długą chwilę wpatrywał się w nią, jakby miała na niego skoczyć.
    – Przypuszczam, że to nie był telefon od Szulca? – spytał Profesor zaglądając przez na wpół otwarte drzwi.
    Klepka założył dłonie za głową.
    – Nie przypominam sobie, żebym brał ze Szulcem ślub, panie Bogusławie.
    – A kto cię wie? Różne rzeczy wyprawiałeś po pijaku. Widziałem. – Profesor uśmiechnął się szeroko i usiadł naprzeciwko Klepki.
    – Takiej głupoty bym nie popełnił.
    – Słuszna uwaga. Jakieś problemy w domu?
    Klepka machnął ręką.
    – Problemy, nie-problemy. Zwykłe sprawy. Za długo tu. Za mało tam.
    Sztyc nachylił się nad biurkiem
    – Chcesz usłyszeć radę starego człowieka, który niejedno już w życiu widział? – spytał konspiracyjnym szeptem.
    Klepka popatrzył zdumiony na Profesora.
    – Przecież pan nawet nigdy nie był żonaty. A z tego co ludzie tu mówią, to nawet pan nigdy… no wie pan – skończył speszony.
    – A ty tak wierzysz we wszystko co ludzie mówią, młody? Ludzie kłamią, każdy kłamie. Zapamiętaj to sobie. – Sztyc nie chciał, żeby to zabrzmiało tak ostro. – Jak byłem młody, to nie chciałem, żeby ktoś musiał po mnie płakać. A potem, no cóż, potem już byłem za stary na to, żeby coś zmieniać. Starego kawalera, na dodatek gliniarza, nie da się zmienić, młody.
    – Rozbija pan moje małżeństwo, panie Bogusławie.
    – Narzekanie starego tetryka nie ma takiej mocy. Ale stary tetryk coś ci jeszcze powie. Dbaj o to co masz, bo dopiero jak to stracisz, docenisz ile było warte. Obyś nie musiał.
    Klepka popatrzył na Sztyca spod przymkniętych powiek.
    – Po co mi to pan mówi?
    Profesor nagle się rozpromienił.
    – Szulc właśnie dzwonił. Trafił w Katowicach na mocny ślad, prowadzący do Stolicy. I zgadnij, kto ma go sprawdzić?
    – Przypuszczam, że nie stary tetryk?
    Sztyc podał mu kartkę z notatkami od Szulca.
    – Świetna dedukcja, młody Watsonie.

  8. aselniczka pisze:

    Nie czuję się przekonana 🙂 Wciąż mam w głowie autopsję: mieszkanie 45-letnie, suficik grubości 10cm, trzech chłopa na schwał i parę godzin roboty. W przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, kiedyś budowało się porządnie 🙂
    W literaturze dużo można (nie bez kozery moim ulubionym gatunkiem jest fantastyka), ale to musi mieć W MIARĘ realne uzasadnienie 🙂

  9. teens bra pisze:

    teens bra…

    Fresh news on teens bra….

Dodaj komentarz