Gdańsk, punkt zakładów sportowych „Profesjonał”, 18/06/2006

Pater, zwijając pięćdziesięcio- i stuzłotówki w ruloniki, rzucał zainteresowanym tylko liczbę zakładów akumulacyjnych, które obstawiał, i na tym kończyła się jego słowna aktywność. Potem przysłuchiwał się rozmowom i komentarzom, przeglądał statystyki i po około godzinie wychodził. Nie zdradzał się ani słowem. Anonimowość go radowała, anonimowość nadawała sens jego życiu.
Zmysł obserwacji sprawiał, że Pater wyczuwał tu, w salonie, kiedy nadchodziła zima – martwa pora roku. Polskie ligi piłkarskie zamierały w letargu, za to do salonu wkraczali wtedy sezonowi specjaliści od skoków narciarskich, Małysza, Ahonena, czterech skoczni i subtelnych dyskusji o ruchu bioder na progu skoczni. Ruchy bioder kojarzyły się Paterowi zupełnie z czymś innym, czymś, co w jego przypadku coraz bardziej należało do teorii.

Teraz jednak w najlepsze trwało lato o zawiesistym zapachu, którym przesiąknięte były nawet bukmacherskie kupony. Tej niedzieli, kiedy już niebieskie tipsy kasjerki policzyły banknoty, kiedy już odebrał tysiąc złotych za trafne wytypowanie kilku wyników, kiedy w końcu usiadł, rzucił liczbę „dziesięć”, a swój sukces uzasadnił działaniem szamana z Ghany, poczuł, że w lepką koszulę wzrok wbija otyły, łysy hazardzista, który mało co obstawiał, za to wygłaszał wiele komentarzy na tematy ogólne. Staszek, podobnie jak „ekspert” uchodził tu za mędrca, jego głos urozmaicał i podsumowywał zażarte dyskusje, jakie toczyli między sobą inni hazardziści.

Po ich zajadłych i jałowych sporach na przykład na temat wpływu kontuzji jakiegoś drugoligowego piłkarza norweskiego na kondycję zespołu Kongsvinger, Pater z wyraźną ulgą witał elokwentne wywody Staszka i poświęcał im całą swoją uwagę. To zresztą podsuwało różne pomysły bywalcom salonu na temat profesji milczącego gracza. To na pewno belfer, mruczał jeden z nich do drugiego, zobacz, jak się dogaduje ze Staszkiem. A Staszek uczył „pe-o” w technikum, mają tematy, skubańce… Nie dałbym takiemu, odpowiadał drugi, mojej córy na uczenie… To nałóg, hazardzista…

– Posłuchaj, Ekspert – zaczął Staszek, jakby słyszał te niegdysiejsze hipotezy. – Ty jesteś nałogowcem, ślepym hazardzistą… Nie czerpiesz przyjemności z zakładów… Przyjemność nie polega na trzepaniu kasy…

– A na czym niby polega? – zapytał z uśmiechem Pater, słysząc, jak milkną rozmowy z salonie, a kasjerka głośno ziewa.

– Dam ci przykład – Staszek wyjął chustkę z kieszeni, włożył ją pod opięty T-shirt z napisem „Piwo jest jak sex” i wytarł nią pot spod pach. – Masz sto złotych, idziesz z kolegą na wódkę do knajpy, co nie? Wypiłeś, pojadłeś, postawiłeś kumplowi, wszystko gra, co nie? Zamówiłeś taksówkę, pojechałeś do chaty. Dobrze się bawiłeś czy źle?

– Dobrze – odparł Pater.

– No i gra – Staszek tym razem wytarł pot z łysiny tą samą chustką. – Tak samo jest i z zakładami. Wydajesz stówę na przykład na ostatni finał Ligi Mistrzów, nie? Stawiasz stówę na Barcelonę. I wygrywasz sto pięćdziesiąt złotych. Okej, wszystko gra, co nie? Bawiłeś się dobrze i wygrałeś. Ale, dajmy na to, postawiłeś na Arsenal i przegrałeś. Też się dobrze bawiłeś czy źle? Dobrze. Były emocje? Były. Jak Campbell strzelił bramę, omal nie oszalałeś. Bawiłeś się dobrze? Dobrze. Tak jakbyś dobrze się bawił, pijąc z kumplem. I tu, i tu straciłeś kasę, ale i tu, i tu dobrze się bawiłeś. Jeśli tego nie pojmujesz, jesteś nałogowcem. No co, pojmujesz to?

Pater nie zdążył odpowiedzieć, kiedy zadzwoniła jego komórka.
Wyjął ją z kieszeni. „Numer prywatny” – migało na ekranie nokii. Wszyscy umilkli, nawet kasjerka przestała ziewać i odpisywała pracowicie na jakiegoś sms-a, czego nie ułatwiały jej tipsy. Pater wahał się przez chwilę. Po szóstym sygnale odebrał.

– Panie nadkomisarzu! – usłyszał w słuchawce wrzask swojego współpracownika. – Znowu. Stało się.

– Zaraz oddzwonię – przerwał mu Pater i rozłączył się. Zobaczył, że obudowa jego telefonu stała się lepka. Tym razem był to jednak inny rodzaj potu. Wszystko przez ton w głosie Wielocha. Ostatni raz słyszał taki sam trzy lata temu. Gdy na dryfującej żaglówce znaleźli ciała dwóch studentek. „Znowu”. Znów stało się coś, co odbiegało od codziennej rutyny. Coś, co wytrąci z normalnego biegu spraw.  

W zasadzie już to się stało. Wystarczyło jedno spojrzenie na otaczających go ludzi. Nad stołem prawie dźwięczał krzyk, jaki wydał z siebie jego współpracownik. Czuł wzrok wszystkich z wyjątkiem kasjerki, która wystukiwała miłosne wyznania. Wszyscy na niego patrzyli w milczeniu. Już wiedzieli, że nie jest nauczycielem.
 
 
Od redakcji: ciąg dalszy we wtorek.

Wpis “Gdańsk, punkt zakładów sportowych „Profesjonał”, 18/06/2006” skomentowano 3 razy

  1. Konrad Gowin pisze:

    I akcja zaczyna się rozwijać. To co jest dobre w tym blogu, to to,że podajecie kiedy będzie można przeczytać następny wpis. I właśnie za to należą się pochwały. wracając do kryminału- jak na razie to może być, ale czekam na więcej.

  2. krzych_op pisze:

    Właśnie kończę czytać czwartą część przygód Mocka i bardzo miło przyjąłem niespodziankę w postaci tego bloga.
    Zapowiada się ciekawie.

  3. b.b. pisze:

    Kocham Pana Panie Krajewski!!!!!!!!!!

Dodaj komentarz