Dom seniora „Eden” 18/06/2006 / 14:25

Dłonie Maziarskiego. Klej. Dlaczego klej? Skąd on się tam wziął? Czy Maziarski sam skleił sobie dłonie czy uczynił to ktoś inny? Na przykład morderca? W jakim celu? Zakładając, że zrobił to sam denat – czy mogło to stać się przypadkiem? A co, jeśli zrobił to celowo? Dłonie wyglądały tak, jakby były złożone do modlitwy. Sprawdzić, czy na terenie „Edenu” jest ksiądz lub ktoś związany ze stanem duchownym. Modlitwa i „Eden”. Może chodzi o to, że zrobił to ktoś stąd? Złożone tak dłonie można potraktować jako strzałkę. Jeśli Maziarski siedziałby na wózku, wskazywałby coś w górze. Sprawdzić, co znajduje się nad pokojem, w którym znaleziono ciało. Skalp. I… rany symboliczne. Znaleźć specjalistę w tej dziedzinie. Jeszcze jedna sprawa… – Nadkomisarzu Pater? – na kasecie magnetofonowej słychać czyjś głos. Z kasety dobiega szum, słychać chrzęst kroków na żwirowej drodze, znów szum. Trzask wyłączanego dyktafonu.

Dom seniora „Eden” 18 / 06 / 2006 / 14:26

– Nadkomisarzu Pater?
Nie musiał się odwracać, by wiedzieć do kogo należy ten głos. Pater wiedział coś jeszcze: zbliżały się kłopoty. Na ścieżce przed frontowym wejściem stało dwóch postawnych mężczyzn w idealnie skrojonych, ciemnych garniturach. Wyższego, łysego, nadkomisarz widział po raz pierwszy. Lśniąca od potu czaszka i mocno zarysowane kości policzkowe sprawiły, że Paterowi skojarzył się ze środkowym obrońcą reprezentacji Polski, Mariuszem Jopem. „Jop” żuł gumę i patrzył, jakby posiadł dar widzenia na wskroś. Wydawało się, że przenika nadkomisarza wzrokiem niczym powietrze, jakby interesował go jedynie klomb kwiatowy znajdujący się za plecami Patra. Niższego Pater znał. Brunet ze słowiańskim wąsem nazywał się Paprzycki i przemówił raz jeszcze.
-Kogo jak kogo, ale ciebie się tu nie spodziewałem.
-Mogę odwzajemnić ci się tym samym. Mogłeś pozwolić dokończyć mi nagranie. Wiesz, co tu się stało?
-Nie, Pater, nie będzie żadnej wymiany informacji. Co tu się stało? – Paprzycki wskazał głową na budynek. – Zrobił się straszny bałagan. Jest zaszlachtowany człowiek. I to niedobrze. I jesteś ty. To też niedobrze. To nawet gorzej, nie? – popatrzył na swojego partnera wciąż studiującego swoim spojrzeniem klomb kwiatowy. – Że jest trup, już nic nie poradzę. Ale w drugim przypadku, czyli twojej obecności, mam rozwiązanie. Przejmujemy tą sprawę. Czuj się z niej definitywnie zwolniony.
-Od kiedy ABW interesuje się morderstwami w domu starców? Powiedz mi po starej znajomości, co tu się, do cholery, dzieje?
-O, widzę, że Pan Siła Spokoju zaraz wybuchnie – Paprzycki uśmiechnął się szeroko. – Patrz uważnie – zwrócił się znów do „Jopa” – to historyczna chwila. Uśmiech zgasł nagle, brunet podszedł bliżej i stanął jak bokser mierzący wzrokiem przeciwnika -Na twoim miejscu nie powoływałbym się na starą znajomość. Zbieraj się stąd, bo za chwilę powiadomię twoich przełożonych, że utrudniałeś prowadzenie śledztwa.
Pater pochylił się do przodu tak, że dwa ciała prawie się zetknęły. – Mam wrażenie, że strasznie pocicie się w tych garniturach.
Stojąc już przy samochodzie, nadkomisarz krzyknął: -Nie dziwię się już, że twoi ludzie tak cię nazywają!

Paprzycki drgnął, jakby użądliła go jedna z krążących os. -Hej, Pater, zaczekaj! Lewar – odwrócił się do swojego towarzysza – jak nazywają mnie moi ludzie?
-No właśnie, jak oni go nazywają, panie nadkomisarzu? – zapytał czekający w samochodzie Wieloch
Pater nie odpowiedział. Jego myśli pochłonięte były czymś innym. W tylnim lusterku zobaczył, że mężczyzna zwany „Lewarem” wpatruje się w odjeżdżający samochód. Tym razem patrzył tak, jakby chciał dobrze zapamiętać kierowcę.

Gdańsk 18 / 06 / 2006 / 21:55

Dwupokojowe mieszkanie przypominało saunę. Nagrzana wielka płyta bezlitośnie trzymała temperaturę. Nie pomagała zimna kąpiel, ani dobrze schłodzone piwo. Pater przez otwarte okna czuł zapachy sąsiedzkich kolacji. W telewizorze znany trener rysował strzałki i krzyżyki, analizując sytuacje z pierwszej połowy meczu. – Zupełnie jak ja – pomyślał Pater. Na niski stoliku leżała kartka z dwoma rysunkami. Jeden z nich przedstawiał trójkąt. Jego wierzchołki opisane były trzema słowami: „Maziarski”, „Czekański”, „skalpowanie”. Na drugim rysunku widniała figura zbliżona do rombu.

Z „Edenu” Pater pojechał do komendy. Tak jak się spodziewał, w niedzielne popołudnie ruch był niewielki. I tak, jak przypuszczał, żadnego z przełożonych nie było. Ich komórki także milczały. Zostawił wiadomość. Potem pojechał na blokowisko „Przymorze”. Zbliżył się do swojego bloku, zwanego „falowcem”. Pomyślał o zakaraluszonych klitkach, w których mieszkało sześć tysięcy ludzi, popatrzył na dziesiątki biało-czerwonych flag zwisających z balkonów. Na chwilę zawiało od morza i flagi, skwapliwie dołączane kibicom do piwa „Tyskiego” wydęły się jak żagle lub balony. Balony narodowej dumy przekłute najpierw przez Ekwador, a potem przez Niemcy – pomyślał Pater. Sam czuł się podobnie. Przekłuty balon ambicji. Działo się coś dziwnego. Miasto pogrążone w letnim śnie. I nagle jedno morderstwo stawia na nogi wszystkie siły z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego na czele. Mija kilka godzin. I w policji nad sprawą zalega cisza. Jak gdyby nic. Nie ma sprawy. Jakby uciąć śmiertelnie ostrą maczetą. Z nikim nie można się skontaktować. Jakby wszyscy umówili się, by tego popołudnia unikać Patera.

Jeszcze raz popatrzył w okna wieżowca. Kilka lat temu sąsiadowi na kuchennej szybie objawiła się Matka Boska. Wieść lotem błyskawicy obiegła cale miasto. Rozpoczął się trzytygodniowy spektakl wypełniony pielgrzymkami do miejsca cudu, zeznaniami tych, którzy zobaczyli i uwierzyli i nielicznymi głosami nawołującymi do rozsądku. Miejscowi menele zorganizowali kilka ławek, ustawili je w dogodnym punkcie widokowym i pobierali opłatę „co łaska” za najlepsze miejsca. Podobno – tłumaczyła jedna z aktywistek, codziennie dojeżdżająca z Gdyni na miejsce cudu – Matka Boska patrzy na pomnik stoczniowców. Pater wiedział, że ani z kuchni sąsiada, ani żadnych innych okien, trzech monumentalnych krzyży dostrzec nie można. Najbardziej obawiał się jednak tego, że któryś z miejscowych dziennikarzy go rozpozna. Tego by brakowało: cud w sąsiedztwie oficera policji – oficera aparatu represji w starym reżimie. Na nic nie zdałyby się tłumaczenia, że Pater wstąpił do służb w 1990 roku, już w nowej Polsce, gdy jego firma przechodziła gruntowne zmiany. Dla niektórych policjant na zawsze pozostanie milicjantem. Co jakiś czas nadkomisarz łapał się na tym, że pracuje w policji już stanowczo za długo. Może mógłby jeszcze zatrudnić się w szkole na jakimś etacie polonisty, zwłaszcza że doświadczenie policyjne, biorąc pod uwagę to, co działo się w klasach i na szkolnych korytarzach, mogłoby się przydać.

Jeden pokój Patera wypełniony był książkami. Porozrzucane papiery tworzyły cos w rodzaju labiryntu, w którym tylko ich właściciel mógł się poruszać ze swobodą. Pater wygrzebał jedno z nowszych kompendiów językowych. Na okładce znajdowała się twarz brodatego mężczyzny, przypominającego dziewiętnastowiecznych uczonych. Jego życzliwy wzrok dawał pewność, że oto za chwilę wszystkie wątpliwości zostaną rozwiązane. Pater nie znalazł jednak tego, czego było mu trzeba.

Po drugim zimnym piwie sięgnął po telefon.
-Dobry wieczór, Julio. Nie wyjechałaś nigdzie? No, w telewizji ciągle mówią, że kobiety podczas mundialu nocują gdzieś poza domem… Jak wiesz, ja nie mam tego problemu… Jest Agata? Chciałbym, by udzieliła mi porady językowej w zakresie młodzieżowego żargonu… Agata? Cześć, tu wujek Jarek…

Po wieczornym meczu Pater nastawił płytę. „Ascenseur pour l’Echafaud”. Na okładce piękna twarz Jeanne Moreau. W filmie policjanta grał Lino Ventura. Windą na szafot. Pater czytał gdzieś, że aby osiągnąć właściwą atmosferę, Miles Davis nakazał grać swoim muzykom w ciemnościach. Sprawa „Edenu” też nikła w ciemnościach. Zamordowany inwalida. Zlepione palce. Skalp. Zaginięcie. Korowody proceduralne, jakby ktoś dążył do wyciszenia śledztwa.

Godzinę później Pater już spał. Śniła mu się pielęgniarka, którą widział przez okno w „Edenie”. Dziewczyna prowadziła pod rękę pensjonariusza drobiącego kroczki. Po chwili zrozumiał, że tym starszym mężczyzną jest on sam.

Wpis “Dom seniora „Eden” 18/06/2006 / 14:25” skomentowano 3 razy

  1. tio pisze:

    Dla mnie świetne. Klimat przypomina Breslau ale we współczesności. Wyczuwam lekki powiew Kodu Leonarda, ale na razie nie przeszkadza.

  2. evol pisze:

    O co chodzi z tymi pogróżkami i po co Paterowi porada językowa?

    Hipoteza I
    Filolog Pater nie rozumie rozumie słów „wypasiony” i „pojeb”. To oznacza, że żyje w innym świecie, nie chodzi po ulicach, nie zagląda do internetu, bądź jest na tyle nierozgarnięty, że nie potrafi odczytać z kontekstu, znaczenia tych słów.

    Hipoteza II
    Pater ma wątpliwości, czy rzeczywiście to żargon młodzieżowy.
    1. Agata jest nastolatką: -Agatko, powiedz wujkowi, czy twoi koledzy używają słowa „wypasiony”? Młodzież nie przenosi swoich zachowań szkolnych do domu, ani nie posługuje się językiem takim jak z rówieśnikami, więc Pater dostanie wymijającą odpowiedź, że raczej nie, ale może czasem tak… itd.
    2. Agata jest dorosła i zajmuje się min. językiem młodzieżowym zawodowo. Tu także nie dostanie jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli nawet określi, że takie wyrażenia były używane wśród młodzieży w ciągu np. ostatnich 10 lat i mogła to napisać młoda osoba, to nie może wykluczyć, że zrobił to 60 latek, który wszedł na bloga pierwszego lepszego nastolatka i spreparował pseudo młodzieżowy tekst.

    Hipoteza III
    Nie służy niczemu w rozwiązaniu zagadki.

    Niestety obstawiam III

    A co z samym sensem pogróżek?

    „Dopadniemy cię”, „Wypieprzaj stąd!”
    Czego oni właściwie chcą? Dopaść go, czy żeby im uciekł?

    „dobrze ci, gnoju, w tym wypasionym domu starców?”
    A jakby mieszkał w „niewypasionym” domu starców, albo byłoby mu źle, to uraz który do niego żywią byłby mniejszy?

    Nie wiemy jeszcze, co się stało z prof. Czekańskim, ale pogróżki są na tyle nieskładne, że albo są niepoważne, albo ktoś celowo stara się wprowadzać nimi w błąd.

    Pozdrawiam i czekam na dalsze odcinki.

  3. aMatylda pisze:

    Dla mnie też świetne. Wkroczenie ABW to niezły pomysł na podgrzanie emocji. Ale Pater oczywiście będzie górą?
    No i przpomnienie największego wydarzenia sportowego 2006 roku! Po co tylko było powtarzać bzdury z mediów o kobietach nie tolerujących piłki?
    pozdrawiam. zażarty kibic reprezentacji Anglii (będą mistrzami w 2010, I hope so)

Dodaj komentarz